fot. Arek Gmurczyk - plener w górach

Sierpniowy poranek na Morskim Oku. Para turystów rusza ze schroniska czerwonym szlakiem wiodącym naokoło jeziora. Ze zdziwieniem zatrzymują się na ścieżce. Muszę wstać z ziemi, na której leżałem, podnieść po raz kolejny aparat z ciężkim jak diabli obiektywem i ich przepuścić. Klnę pod nosem, bo Ola i Piotrek również muszą się przesunąć. Całą kompozycję powtórzymy jeszcze raz. Turyści w ciężkim szoku, bo Piotrek ubrany jest w lakierki i garnitur, a Ola ma na sobie białą jak śnieg suknię ślubną.

Jestem fotografem, moją wielką pasją jest fotografia sportowa. Jednak od dobrych kilku lat zajmuję się zawodowo sesjami ślubnymi. Ale takimi nietypowymi, bo nienawidzę rutyny i postawiłem sobie za cel, by pracować w takich plenerach, które zapadają w pamięć na całe życie.

Robiłem już zdjęcia ślubne w grożących zawaleniem kamienicach i fabrykach, zabytkowych zamkach, na stadionie, na ruchomych piaskach, a nawet pod wodą. Jednak w Tatrach pracuje mi się najlepiej. Czuję też, że ten, najważniejszy dla młodych par, moment w życiu powinien mieć jakąś godną, monumentalną, a zarazem piękną oprawę, jaką są góry. Sesja w Zakopanem, z widokiem na Giewont, to oczywiście w tamtych rejonach już norma, ale ilekroć moi bohaterowie chcą zasmakować czegoś niecodziennego, z uśmiechem podejmuję temat i ruszamy wspólnie na szlak TPN.

Truizmem jest powiedzenie, że Tatry są wyzwaniem, ale dla mnie, jako fotografa, są wyzwaniem szczególnym. W plenerze podstawową zmienną jest pogoda, a tej w polskich górach nikt mi nie zagwarantuje… Musimy zaczynać wcześnie, póki słońce nie jest za ostre, stąd niekiedy wstajemy krótko po świcie, żeby dotrzeć w upatrzone miejsce, zanim doliny zaleją się światłem.

Po szlakach tatrzańskich latem i wczesną jesienią chodzi masa turystów, a przecież żadna para nie chciałaby mieć intymnej sesji ślubnej z wycieczką gimnazjalistów w tle, czy pośród grupy piechurów, którzy zatrzymali się w tym samym, co my, miejscu na kontemplację widoków. Dlatego muszę bez przerwy walczyć o skrawki horyzontu, o niezakłócony kadr, o chwilę spokoju. To kolejny powód, dla którego warto wstawać wcześniej niż zwykle.

Oczywiście stosunkowo najłatwiej zaplanować plener w okolicach Morskiego Oka, nad które dość szybko można się z młodą parą dostać. Jednak proponuję też moim bardziej wymagającym klientom nieco bardziej kameralne tereny, jak na przykład Dolina Małej Łąki albo Czarny Staw Gąsienicowy. To, co dla przeciętnego turysty jest łatwym szlakiem, dla mnie – obładowanego aparatami, obiektywami, statywem, sprzętem oświetleniowym – jest niezłym treningiem kondycji i koncentracji. Przecież młoda para musi się czuć swobodnie, trzeba im zapewnić możliwość ładnego ubrania się i makijażu. Ale zysk przewyższa nakłady pracy, efekty naszych spotkań są niezwykłe i na głowę przebijają nudne sesje w parku przy kościele, które po latach wyglądają tak samo.

Wszyscy, którzy chcieliby pojawić się w weekend w Tatrach, ubrani w garnitur, czy białą suknię z welonem, powinni zaplanować swoją sesję ślubną z duuużym wyprzedzeniem. Dwa lata to niestety norma krajowa. Podpowiem jednak, że wolne miejsca można znaleźć w ciągu tygodnia, jest to również termin łatwiejszy do realizacji ze względu na mniejszą liczbę turystów. Jeśli więc mamy możliwość wykonania zdjęć plenerowych w innym dniu niż samych zdjęć ślubnych, to nawet w lipcu znajdą się wolne dni.

Ja dam radę – bo w Tatrach mógłbym robić zdjęcia przez cały rok. Kondycji też mi nie zabraknie, w końcu nie na darmo przez kilka lat uprawiałem wyczynowo biegi długie…

Autor tekstu: Arek Gmurczyk – fotograf Zakopane

Fotograf ślubny Zakopane

Zdjęcia ślubne Zakopane

 

 

Komentuj

Kategorie: Ciekawostki

Tagi: , , , , , ,