fot. ZakopanePortal.pl

Mamy prawie końcówkę lipca czyli już ponad miesiąc minął od mojego powrotu z Zakopanego. W tym roku spędziłam tam prawie 3 tygodnie i nie zapowiada się na poprawę tego wyniku do kwietnia 2014. A może jednak? Może uda się znaleźć odrobinę czasu, poprzestawiać obowiązki i pojechać w Tatry choć na kilka dni? Jest grubo po pierwszej w nocy, a ja nie mogę zasnąć, oglądam zdjęcia z Doliny Pięciu Stawów i tęsknię….

Mieszkam nad morzem, dosłownie 15 minut tramwajem od molo w Brzeźnie. Niektórzy powiedzą, że mam szczęście bo każdego dnia mogę wybrać się na plażę, spacerować brzegami Bałtyku, korzystać z morskich atrakcji i wcale nie muszę tęsknić za Tatrami. Może i racja, ale Bałtyk to nie mój świat. Jestem tam raz czy dwa razy w roku, popatrzę na mewy i fale i mam dość. Irytuje mnie piasek w butach, opalać się nie lubię, a pływać nawet nie umiem. „Morza szum, ptaków śpiew, złota plaża pośród drzew…” – to nie dla mnie.

fot. ZakopanePortal.pl
Ciągnie mnie w Tatry! Nic na to nie poradzę! Wolę spędzić 16 godzin w pociągu nocnym relacji Gdynia Główna – Zakopane i po długiej podróży wysiąść, pójść z ciężkim plecakiem w stronę Krupówek, na wysokości Równi Krupowej popatrzeć na Giewont, wsiąść w taksówkę i pojechać na Krzeptówki, rozpakować się, wziąć prysznic, a potem ruszyć chociażby na spacer Drogą pod Reglami.

Pamiętam rok 1999, w którym po raz pierwszy odwiedziłam Zakopane. To była kolonia, miałam 12 lat. Mieszkaliśmy na Harendzie. Dzieciak, jak to dzieciak, popatrzył, nakupił pamiątek (w tym obowiązkową ciupagę, która do dziś wisi na ścianie), porobił zdjęcia, ale los tak chciał, że klisza się skończyła, źle ją zmieniono i zdjęć nie ma, a te które są nie nadają się do pokazania. Czy od razu pokochałam Tatry? Nie. To były czasy pierwszych miłości kolonijnych, ale nie do gór….

W Tatry wróciłam po latach, dopiero w 2007 roku. Mieszkałam w Murzasichlu, bo nie wiedziałam, że to kawałek od Zakopanego. Muszę przyznać, że tu miłość do gór zaczynała kiełkować, ale było bardzo blisko, by zniechęcić mnie do Tatr.  Dlaczego? Zero kondycji, zero znajomości gór, a towarzyszką wyjazdu była mistrzyni biegów na radioorientację, która chciała urządzić sobie trening przed zawodami… Język na brodzie, hektolitry potu wylane, by się nie zgubić… Dłuższa historia…

Kolejny wyjazd – 2008 rok. I się zaczęło! Można powiedzieć, że strzała amora przebiła moje serce i sprawiła, że już nie wyobrażam sobie innego miejsca na wypoczynek. Górski amor strzelał tak celnie, że moje serce od tego momentu pozostało w Tatrach i tylko tam jest tak naprawdę szczęśliwe. Co mi tam Bałtyk, co mi po jeziorach czy wczasach za granicą? Ciągnie mnie w Tatry jak ćmę do światła. Dlaczego? To temat na dłuższą lekturę, więc jeśli chcesz podjąć wyzwanie – zrób sobie herbatę, usiądź wygodnie w fotelu i odpłyń ze mną na chwilę do tatrzańskiego raju…

Kocham ten widok z okna, gdy budzę się rano na Krzeptówkach w mojej ulubionej willi. Poranna kawa nigdzie nie smakuje tak dobrze jak na balkonie w Willi Balbina, skąd mogę przywitać się z Giewontem, życzyć mu dobrego dnia i zapytać go jaka będzie dziś pogoda. Cisza, spokój, zakopiańskie domki – to znacznie lepsze niż blokowiska i kominy dużego miasta na północy Polski.

 

fot. ZakopanePortal.pl
Nie będę ukrywać, że uwielbiam smak kwaśnicy czy placka po zbójnicku. Mam swoje lubione miejsce, w samym sercu Krupówek, gdzie lubię wpaść na obiad, posiedzieć dłużej, posłuchać góralskiej muzyki granej przez kapelę. To w Zakopanem pokochałam smak pierogów z kapustą i grzybami i na nowo odkryłam zupę pomidorową.  Oscypek? Nigdzie tak nie smakuje, jak w Zakopanem – najlepiej taki z bacówki (polecam bacówki przy Drodze pod Reglami). Rybka z patelni nad Bałtykiem czy pstrąg z grilla pod Giewontem? Wybór jest chyba oczywisty. Pewnie kogoś zaskoczę, bo nigdzie śledzie ze słoika nie smakują mi tak dobrze, jak w Zakopanem.

Przy okazji kwaśnicy wspomnę, że nad morzem nie ma ani jednego miejsca, w którym mogłabym spędzić ze znajomymi cały wieczór przy stoliku. A w Zakopanem? Po każdym dniu spędzonym w górach wizyta w karczmie obowiązkowa! Zwłaszcza w zimne i deszczowe dni lubię posiedzieć tam, gdzie w kominku pali się prawdziwe drewno, gdzie klimat jest tak przytulny, że czas leci niepostrzeżenie i nim się obejrzę – czas wychodzić i wracać na kwaterę. Przyznaję bez bicia – nie wyobrażam sobie pobytu w Zakopanem bez odwiedzenia mojej ulubionej karczmy.

fot. Joasia Wróbelfot. ZakopanePortal.pl
 

Oderwijmy się na chwilę od pokarmów dla ciała i zajmijmy się pokarmem dla duszy… O widoku z okna już było, ale nie było o magii Tatr, którą uwielbiam i dla której mogłabym w każdej chwili porzucić morze i przenieść się na Podhale (w tajemnicy powiem, że mam to w planach za jakiś czas). Piękno Tatr można znaleźć nie tylko tam, wysoko, ale również w dolinach. Mój Przyjaciel mówi, że w Tatrach trzeba być, a nie tylko zdobywać szczyty. To prawda! Co mi ze zdobywania szczytów jeśli nie umiałabym docenić piękna Tatr, przyrody i ludzi? Nie jestem stworzona do wdrapywania się na Rysy czy Orlą Perć, bo i strach mi na to nie pozwoli i warunki fizyczne też nie te (bliżej mi niestety do orki niż do kozicy), ale czy to znaczy, że miałabym zrezygnować z Tatr i ograniczać się tylko do Krupówek? Nigdy w życiu!

Dla mnie każda dolinka, nawet wspomniana Droga pod Reglami czy Rusinowa Polana to miejsca, w których czuję się szczęśliwa i dla których warto przejechać całą Polskę. Owszem, zazdroszczę tym, którzy mogą podziwiać Dolinę Pięciu Stawów z Orlej Perci czy zobaczyć Halę Gąsienicową ze szczytu Kościelca, ale pociesza mnie to, że być może mam coś, czego nie mają niektórzy zdobywcy szczytów. Co takiego? Potrafię spojrzeć na Tatry sercem… Doceniam każdą wyprawę i żaden dzień nie jest dla mnie stracony, nawet jeśli idę kolejny raz w to samo miejsce i nie zdobywam następnego szczytu. Ktoś mi powiedział, że największą radość czerpie się ze zdobywania szczytów marzeń, a nie z „zaliczania” kolejnych szczytów górskich…

 

fot. ZakopanePortal.pl
 

Uwielbiam ten niezwykły górski klimat, w którym ludzie stają się dla siebie życzliwi. Idąc szlakiem można spotkać uśmiechniętych ludzi, dla których liczy się coś więcej niż pośpiech i ciągła pogoń za pieniądzem. W mieście, w którym mieszkam, ciężko zatrzymać się na chwilę, rozejrzeć się i zauważyć życzliwe uśmiechy, ludzi którzy w każdej chwili podzieliliby się chociażby łykiem wody czy kostką czekolady. W mieście możemy mijać setki razy tych samych ludzi i raczej nie doczekamy się jakiejkolwiek formy kontaktu. Gdy idę w Tatry, mogę w ciemno powiedzieć, że na pewno zamienię z kimś kilka słów, wymienię się uśmiechem czy życzliwym słowem. Oczywiście i tu można spotkać tzw. rogaciznę (nie mam na myśli zwierząt), ale dzięki temu bardziej docenia się górołazów, którzy nawet sznurówkami mogliby się podzielić w razie potrzeby. Tu nikt nikogo nie ocenia, nie ma znaczenia w co jesteś ubrany, czy masz najnowszy model koszulki czy nosisz ulubiony t-shirt od kilku sezonów. Wyjdź nad Bałtykiem dwa sezony w tym samym stroju kąpielowym – jesteś spalony, jak to się mówi – „żal pe el”?

fot. ZakopanePortal.pl
 

W Tatrach spotkałam już jelenia, łanię, kozice, wiewiórki… Nadal czekam na spotkanie ze świstakami i niedźwiedziem. To oczywiste, że nad morzem takich zwierzaków nie spotkam. Spotkania z tatrzańską przyrodą to okazja, by docenić to co mamy pięknego w Polsce. Po co wyjeżdżać za granicę? Wystarczy pojechać w Tatry by zobaczyć kozice w ich naturalnym środowisku, przepiękne szafrany spiskie na Polanie Chochołowskiej czy na Kalatówkach, a przy odrobinie szczęścia niedźwiedzia odwiedzającego Schronisko w Dolinie Roztoki. Nie ma mowy, bym odpuściła wyjazdy w góry dopóki nie zobaczę na własne oczy niedźwiedzia i świstaka…  Foki i łabędzie to nie to samo!

fot. ZakopanePortal.plfot. ZakopanePortal.pl

 

Kocham Tatry za każdą kroplę potu pozostawionego na szlaku. Na co dzień mam pracę siedzącą, niewiele się ruszam, bo zwyczajnie nie mam na to czasu. A nawet jak mam czas to dokąd mam pójść? Morze mnie nie kręci. A w Tatrach mogę wylać z siebie siódme poty by choć na chwilę pojawić się tam, gdzie jeszcze mnie nie było albo odwiedzić jedno z tych miejsc, w których tak bardzo mi się podobało. W Tatrach nigdy nie jest tak samo – mogę odwiedzić kilka razy to samo miejsce, ale za każdym razem zauważę coś innego, bo Tatry się zmieniają.. Każda pora roku przynosi coś nowego. Dziś na Rusinowej Polanie może być mgliście i będzie ona tajemnicza, a jutro może pojawić się piękne słońce i podkreślić niezwykłą tatrzańską panoramę. Tu znika lenistwo i brak motywacji by podjąć wysiłek – motywacją jest to, że znów można zobaczyć coś niezwykłego, nasycić oczy i serce widokami, które poprawiają nastrój, ładują akumulatory energią potrzebną na oczekiwanie do kolejnego wyjazdu..

fot. ZakopanePortal.pl
Co jeszcze ciągnie mnie znad morza do Zakopanego? Wspominałam już o życzliwości ludzi, ale nie wspomniałam o mieszkańcach Zakopanego, których po prostu uwielbiam. Górale o ceprach i cepry o góralach mówią różnie, raz lepiej a raz gorzej. O góralach, których znam, mogę się powiedzieć w samych superlatywach. Tu mogę wspomnieć o Kasi z mojej ulubionej karczmy, z powodu której również lubię odwiedzić Zakopane i karczmę, gdzie miło zjeść szarlotkę z sosem truskawkowym i porozmawiać o tym, co ciekawego dzieje się w Zakopanem gdy mnie tam nie ma. Miło jest odwiedzić karczmę, gdzie znajome kelnerki witają uśmiechem, porozmawiają o wszystkim i o niczym chwilami zapominając się, że gwara góralska nie zawsze jest zrozumiała dla cepra. Dobrze jest mieć „swoich kelnerów”, bo wtedy chętniej się wraca do danej karczmy, jedzenie lepiej smakuje, a i czas przyjemniej płynie. Miło też dostać smsa z pytaniem „kiedy mnie odwiedzisz w Zakopanem?”. Aż chce się wracać do Zakopanego, by odwiedzić sympatyczne góralki, które i szarlotkę przygotują, i jak trzeba to przypilnują by zjeść zupę zanim wystygnie, a jak człowiek się zagada to i w myślach czytają i wiedzą co podać…  A najmilej jest gdy sympatyczna góralka staje się również dobrą znajomą, która nawet o urodzinach pamięta..

fot. ZakopanePortal.pl
W Zakopanem ludzie są wyjątkowi. Wyjątkowe są też krajobrazy i wyjątkowo przyjemnie płynie czas. Szkoda, że jest mi tam tak dobrze, że nawet nie zauważę a już czas urlopu dobiega końca i trzeba się spakować i wracać nad Bałtyk. Wtedy pozostają zdjęcia, wspomnienia i oczywiście ZakopanePortal.pl, gdzie mam swój kawałek Tatr i Zakopanego na wyciągnięcie ręki… Kiedy tęsknię – mogę poczytać co ciekawego przesłano do publikacji, obejrzeć zdjęcia, które miłośnicy Tatr wstawiają na facebooku, poczytać komentarze tych, dla których Zakopane i Tatry to świat bliski sercu. Właśnie dlatego warto, będąc nad morzem, tworzyć coś co nie tylko dla mnie jest taką namiastką Tatr i miasta, nad którym od wieków czuwa Śpiący Rycerz…

A Bałtyk? Bałtyk ma swoich miłośników, którzy patrzą na jego wody i nadbrzeżne plaże tak, jak ja patrzę na Tatry…

 

Autor tekstu: Agnieszka z ZakopanePortal.pl

(tekst pisany o 1.30 w nocy, sobota)

Komentuj

Kategorie: Okiem Internauty

Tagi: , , ,