Paula i Kamil

Kiedyś napisałam, że moje nogi nie pójdą dalej niż Podhale – czy się myliłam?

Odważna decyzja dźwignią do wielu uśmiechów.

Poznajcie Kamila. Jest to człowiek, który poza tym, że głośno chrapie i zalewa oceanem ketchupu każdy posiłek, posiada wspaniałą moc doprowadzania planów do skutku. Jednocześnie Kamil jest moim znajomym z uczelni. Nie ukrywam, że rozmawialiśmy niewiele do czasu, gdy podczas trwającej – jak się wtedy wydawało – całą wieczność i doprowadzającej tym samym do spustoszenia energetycznego organizmów LETNIEJ SESJI EGZAMINACYJNEJ, dostałam od Kamila propozycję podróży. Spowodowało to, że w tamtym czasie oderwałam się nieco od nauki i ciągłego oczekiwania na wyniki egzaminów – co wyszło mi na dobre.

Propozycja dotyczyła jednak niecodziennej podróży. O takich podróżach dotychczas słyszałam tylko od znajomych, których bardzo podziwiałam i przyznam, że odrobinę zazdrościłam im odwagi i samozaparcia w przemierzaniu kolejnych tysięcy kilometrów. Mam na myśli podróżowanie autostopem. Coś, co już zdarzyło się kiedyś w moim życiu, lecz dotyczyło niespełna czterystu kilometrów, włącznie z powrotem. Wybrałam się wtedy z dwoma kolegami, jak na mnie przystało – do stolicy Tatr. Tym razem miało być inaczej. „Góralka w Europie” – pomyślałam i natychmiast się zgodziłam – co dziś uważam za szalone, bo zarówno moje jak i Kamila doświadczenie w autostopowaniu było znikome, jak również nie znaliśmy się dobrze, co mogłoby świadczyć o tym, że nie powinniśmy razem pakować się w przygodę, która chcąc, czy nie chcąc sprawia, że będziemy nieustannie spędzać razem całe doby.

Kamil wysłał mi mapkę z planem podróży i powiedział, że właśnie to chciałby zobaczyć. Zapytał też co myślę na ten temat i czy rzucam się na głęboką wodę razem z nim. Nie poznaję siebie, gdy przypominam sobie, że bez zastanowienia odpowiedziałam, iż w tej kwestii może na mnie liczyć. Plan podróży skorygowaliśmy jeszcze kilka razy, żeby w rezultacie stworzyć go od nowa i tym sposobem zaraz po pozytywnym zakończeniu sesji egzaminacyjnej ustaliliśmy, że dajemy sobie chwilę wytchnienia, a w poniedziałek ruszamy.

Siódmego lipca, a tym samym pierwszego dnia naszej wycieczki przemierzyłam już trzy kraje; Czechy, Słowację i Węgry.

Przełom, czyli nieważne kiedy rozpocznie się podróż, ważne aby zaczęła się w nas.

Chociaż wiedziałam już wtedy, że nie pozwolę sobie na odwrót, że nie powiem „wracam do domu”, to czułam, że ta nasza pierwsza prawdziwa autostopowa podróż rozpoczęła się nie we mnie, a obok mnie. Gdzieś między cenami roamingu, zaskoczeniem znajomych, załatwianiem ubezpieczenia i negocjacjami z własną rodzicielką zapomniałam, że te przygotowania, które swoją drogą dawały mi wielką frajdę, naprawdę wprowadzą w rzeczywistość nasze nie do końca rozważne plany. Martwiłam się przez chwilę czy damy radę, czy ja dam radę. I wtedy wjechaliśmy do Budapesztu…


Góralka w Budapeszcie

To miasto zrobiło na mnie wrażenie. Po ciągłym oglądaniu jedynie rejestracji samochodowych i stacji benzynowych nagle przeszłam przez zapierający dech w piersiach most łańcuchowy i poczułam monumentalność tego miasta. Poczułam, że jestem nie tyle w stolicy Węgier, co w stolicy gulaszu i skuterów Vespa, stolicy wspaniałych budynków z historią i języka, którego nie potrafiłam rozszyfrować w żadnym calu.

Nie będę opisywała każdego miasta, które widzieliśmy, nie będę nawet opisywała Rijeki, która częstowała mnie swoją magią przez cztery dni. Piszę o Budapeszcie, bo był przełomem tej historii, był miejscem w którym uwierzyłam, że moje marzenie dzieje się naprawdę. W Budapeszcie coś we mnie stwierdziło „czas start” i stało się. Łącznie czternaście niesamowitych dni, z których każdy trwał długo niczym miesiąc i niósł za sobą kilogramy wspomnień, które noszę w głowie. Jestem przekonana, że te wszystkie miasta, w których postawiliśmy swoje obciążone obszernością plecaków stopy, wyglądają zupełnie inaczej i niekoniecznie lepiej, gdy odwiedza się je własnym samochodem ze świadomością, że wieczorem zje się kolację i położy się do łóżka. My swój dom nosiliśmy na plecach i wyjątkowe było to, że codziennie sami mogliśmy decydować gdzie na tę noc zamieszkamy, gdzie obudzimy się rano, by z powrotem zabezpieczyć swój dobytek na plecach i ruszać przed siebie poznawać to, co już przygotował dla nas los. Choć brzmi to wyniośle, nie są to puste frazesy, na co potwierdzeniem mogą być ludzie, których spotykaliśmy, zwroty akcji i zmiany planów, których doświadczaliśmy, chwile i widoki, dzięki którym stawaliśmy jak wryci i milczeliśmy, bo nie było słów, które odpowiadałyby tym momentom.

Autostopem przez EuropęAutostop 2014
 

Kryzysy są po to by uczyć nas wytrwałości i dodawać sił.

Każdego dnia, gdy wstawałam rano, niezależnie od tego czy z łóżka, karimaty, materaca, czy z koca rozłożonego nad jeziorem, nieistotne czy przed moim towarzyszem podróży, czy jako druga – za każdym razem miałam poczucie, że ten dzień da mi tyle ile ja dam jemu. Jeżeli będę się starała, nie będę marudziła i częstując ludzi uśmiechem wystawię znowu kciuka, to dzień odwzajemni mi się pozytywnymi kierowcami, nowym zachwycającym miastem, czy zwyczajnie porządnym obiadem. Z tą myślą polemizowałam w duszy, gdy przyszło nam czekać na podwózkę w fatalnym miejscu, lub nieprzyjemnej pogodzie. Myślałam wtedy, że jestem zmęczona, nie mam już ochoty na wzajemne uprzejmości z kierowcami i zwyczajnie chcę odpocząć w cywilizowanych warunkach. Właśnie w tych momentach włączał się mój zakopiański temperament i ganiłam samą siebie. Przypominałam sobie dobitnie, że przecież daje radę, że sprawnie rozkładam namiot, nawet nocą, w jednej ręce trzymając latarkę, że przecież radzę sobie ze wszystkim co przynosi czas, i w końcu, że przecież jedyna droga która mnie czeka, to ta przed siebie, do celu. Żadna inna. Muszę trzymać fason, bo obiecałam to sobie i mam zbyt duży honor, by zawrócić. Dzięki temu dawałam radę z paskudnym humorem. Mało tego, po każdej podobnej chwili zwątpienia było mi wstyd, gdy ktoś kto w rezultacie zabierał nas z nieszczęsnego miejsca był naszą „złotą strzałą”. Tak nazywaliśmy wtedy osoby, które podwoziły nas dokładnie w to miejsce na którym nam zależało lub takie, z którymi przebywaliśmy długą trasę.

Paula i Kamil w drodzePod namiotem
 

Czy autostop ma jakiekolwiek zasady? Każdy swoje!

Tym sposobem wyklarowaliśmy trzy subiektywne zasady naszego autostopu. Pierwsza mówi o tym, że gdziekolwiek byśmy stali, nawet jeśli jest to droga jednokierunkowa, prowadząca w odwrotną stronę niż byśmy sobie tego życzyli, to zawsze znajdzie się ktoś, kto zabierze nas w lepsze miejsce. Druga zasada dotyczy tego, że gdy długo czekamy w jakimś miejscu, a czasami jakby tego było mało pogoda daje się we znaki upałem, lub bezlitosną ulewą, to z tego niepowodzenia „uratuje” nas na pewno kobieta. Tak, właśnie kobiety były tymi, które przyjeżdżały swoimi osobówkami w czasie największego załamania, gdy wszystko wydawało się nie iść po naszej myśli. Wtedy to one zabierały nas do państwa ku któremu zmierzaliśmy, do miejsca w którym idealnie łapało się kolejnych kierowców, czy nawet podwoziły nas pod same drzwi gospodarzy, którzy zgodzili się nas przenocować. Jeśli chodzi o trzecią zasadę, jest ona najważniejsza i niepodważalna jeśli chodzi o trasę, którą przebyliśmy – nie ważne jak jest źle, pamiętaj, ZAWSZE może być gorzej. Nie brzmi to zbyt optymistycznie, choć powinno, bo nie ważne gdzie byliśmy, za każdym razem udawało nam się wyjść z potrzasku obronną ręką i to sprawiało, że nasze szczęście wzrastało za każdym razem coraz mocniej i mocniej.

Mapa wyprawy
 

Co wybierasz góralko?

Czego spróbowałam, co zobaczyłam i poznałam – to moje. Lecz jaki świat piękny i szeroki, taka wielka byłaby moja tęsknota za podhalańskim folklorem, gdybym w którymś z tych zachwycających miejsc postanowiła zostać na dłużej. Jeśli miałabym wymienić za czym tęskniłabym najbardziej, nie miałabym pojęcia od czego zacząć. Tak już chyba po prostu jest, że ludzie rodzą się fanatykami któregoś z regionów i cokolwiek by ich zauroczyło, nie zrezygnują ze swojego mentalnego domu. W moim przypadku przeprowadzka z tego domu jest nierealna, bo jeśli ktoś wychowywał się w Tatrach, zakochał się w górach i ma wygrawerowane w duszy miasto na wielką literę Z, to niezależnie od tego jak zasmakują mu dobre plony, które oferuje świat, zawsze będzie wracał w to samo miejsce. Jedyne słuszne miejsce. Do siebie.

Góralka w Europie

Szczerze polecam autostop, bo jest odpowiedzią na to co pokazują nam media, jest również zaprzeczeniem kwestii, że człowiek jest głównie zły i skłonny do okropnych poczynań . Autostop sprawia, że spotykamy osoby tak pomocne i sympatyczne, że nie możemy nadziwić się urokiem jaki ma w sobie spotkanie kogoś obcego, kto ofiaruje nam niebywały kapitał na przyszłość w zamian nie oczekując zupełnie nic. Kapitał, składający się z prawd życiowych, natchnienia do działania, czy zwyczajnie pozytywnej aury na resztę czasu spędzonego w podróży. Warto przekraczać swoje granice, warto przełamywać swoje lęki. Warto też zaznać morza, gdy kochamy szczyty, czy spróbować gulaszu, kiedy przepadamy za kwaśnicą. Rozsądne ryzyko się opłaca – piszę to na własną odpowiedzialność, bo nauczyłam się podczas tego wyjazdu wiele, a przede wszystkim poznałam siebie.

Wybieram Podhale nie rezygnując ze świata.

Autostopem 2014

Autor tekstu: Paula Walkosz z ZakopanePortal.pl

Komentuj

Kategorie: Okiem Internauty

Tagi: , , ,