fot. Ada Bernaciak

– spacer dla zmęczonych i dla pełnych energii.

Nie, to nie jest trudny, wysokogórski szlak. To jest szlak emocjonalny. Trasę na Polanę Kalatówki przebyłam już chyba setki, albo tysiące razy. Startujemy z Kuźnic i ruszamy dziarsko w górę. Osobiście jestem zwolenniczką tras widokowych, ale nie bardzo forsownych. Takich, na jakie pójdą wszyscy – nie ważne czy lenie czy relaksujący się wielbiciele wyższych partii Tatr.

Idziemy cały czas szeroką drogą wyłożoną kamiennymi kocimi łbami. Uwaga, jutro przez te kamienie mogą boleć łydki! Wilgotne kamienie też sprawiają problem, bo są śliskie.

Jeżeli spotkacie mnie po drodze, opowiem Wam o niedźwiedzicy Magdzie, która grasowała w tych rejonach albo też o historii schroniska na polanie. Mam kilka takich ciekawostek w rękawie.  Gdzie polecam zrobić pierwszy postój? Może przy małym wodospadzie ciurkającym ze skały przy drodze? Większość ludzi tam się zatrzymuje, bo tu kończy się pierwsza stromizna drogi. Jak już odsapniemy i ochlapiemy się wodą w upale – dziarsko ruszamy dalej. Po niedługim czasie dotrzemy do wejścia na teren klasztoru sióstr Albertynek.

Kto chętny idzie zwiedzać, a kto nie, rusza znów w górę. Droga może wydać się nużąca, bo po bokach same drzewa, ale zamiast narzekać można ten czas spożytkować na rozkoszowanie się ciszą i zapachem lasu. Dopiero na końcu drogi czeka nas nagroda. Zanim się obejrzymy- już jesteśmy na ostatnim zakręcie i widzimy dach schroniska wyłaniający się zza czubków drzew. Od wejścia na szlak minęło jakieś czterdzieści, może trzydzieści minut.

Docieramy na rozległą polanę – witajcie na Kalatówkach. Punkt widokowy jest za schroniskiem. Tam, kiedy już wdrapiemy się na małe wzniesienie i zasiądziemy uroczyście na huśtawce, możemy spokojnie cieszyć oczy widokami. Odpoczywamy, wyciszamy się i kontemplujemy. Po prawej stronie mamy Kasprowy Wierch, na którym widać nawet wyciąg krzesełkowy.

Naprzeciw nas rozciąga się polana, która w lecie ozdobiona jest hasającymi owieczkami, a wiosną upstrzona krokusami. Zimą także jest wesoło, bo tu śnieg leży dłużej niż na dole w mieście. Wyciąg Kalatówek może nie jest największy na świecie, ale przecież to takie miłe, gdy można jeszcze w na początku kwietnia poślizgać się na nartach. Wczesną wiosną, w porze krokusów, śnieg na Kasprowym i Kalatówkach szkli się i błyszczy, aż trzeba mrużyć oczy.

Pogoda na Kalatówkach ma znaczenie. Gdy chmury „siedzą na górach” niestety nie zobaczymy za wiele. Jednak przy słonecznym dniu widok jest naprawdę ujmujący. Czasami widać nawet Zakopane z jego przebrzydłym smogiem z dymu i spalin.  Widząc to, zaczynacie doceniać istnienie parków narodowych z ich czystym powietrzem i nieskażoną przyrodą. Z Kalatówek można ruszyć jeszcze wyżej – na Halę Kondratową.

Samo schronisko na Kalatówkach też ma wiele do zaoferowania. Byłaby wielka szkoda gdybyście nie zajrzeli do środka. Warto chociaż być rzucić okiem na drewnianą płaskorzeźbę – mapę Tatr. Dania z ich restauracji będziecie wspominać z rozmarzeniem. To miejsce ma coś w sobie, że przyciąga wielu i wiąże ich ze sobą na zawsze.

Polecam opisaną trasę wszystkim. Pora roku jest nie istotna, bo tu zawsze jest urokliwie. Nie ważne czy dopiero zaczynacie poznawać Tatry, czy też kochacie je, tak jak ja, odkąd tylko pamiętacie.

Autor tekstu: Ada „Astal” Bernaciak

Komentuj

Kategorie: Okiem InternautySzlaki tatrzańskie

Tagi: , , ,