Latte wśród krokusów

Podhale ma to do siebie, że zachwyca nie tylko majestatem szczytów – pośród wielu jest tam jeszcze miejsce, takie jak Polana Chochołowska. Wydawać by się mogło, że należy podziwiać tam panoramę, mrożące dłonie potoki i drewniane chaty o bacowskim klimacie – nic bardziej mylnego. Gdy wiosna daje o sobie znać w kalendarzu, Polanę Chochołowską zalewa ocean krokusów. Oaza fioletowych rodzin pod stopami Tatr często zwycięża nawet nie tak lekką pierzynę pozostałości po zimie.

Krokusami kieruje obietnica corocznej obecności, natomiast co kieruje turystami uzbrojonymi po zęby w fotograficzny sprzęt? Czyżby pragnienie zatrzymania fioletowej magii na dłużej niż kilka tygodni w swoich domach, myślach, kliszach?

Ja również, (mimo iż nie po raz pierwszy) wybrałam się z aparatem do dzielnicy fioletowych kwiatów by sprawdzić czy  nadal warto.

Cisza na Zakopiance wpędziła mnie w lekki niepokój “czy to aby na pewno możliwe, żeby w sobotę, pod koniec marca ta droga nie zwiastowała rzeszy krokusowych fotoreporterów?”.

Fotografia krokusówFotograficzne polowania

Wszelkie obawy zostały rozwiane w Poroninie, który powolnym tempem minęliśmy by przywitać Tatry. Po tym jak uśmiechem pozdrowiłam góry, w towarzystwie Krzyśka – niedoszłego studenta łódzkiej filmówki, a jednocześnie świetnego fotografa i dobrego kumpla, ruszyłam w stronę Polany Chochołowskiej.

Przy wejściu do Tatrzańskiego Parku Narodowego, zanim dane nam było dostrzec choć jednego krokusa, musieliśmy zmierzyć się z przygnębiającą pamiątką po ostatnim halnym. Drzewa rozrzucone jak zapałki wprawiały w przerażenie i nie zapowiadały tego, czym mogliśmy się cieszyć po godzinie wędrówki w stronę Polany Chochołowskiej.

Kilka minut przed Polaną zboczyliśmy z trasy, którą przetaczały się hordy turystów i zatrzymaliśmy się na niewielkim wzniesieniu niemal w całości spowitym fioletowymi symbolami wiosny. Mogliśmy wreszcie rozłożyć sprzęt i zrealizować cel naszej jednodniowej podróży z Katowic.

Krzysiek, oprócz tego, że prowadzi codzienną audycję 8gatek (facebook.com/8gatek ), postanowił stworzyć cykl filmów 8kawek, których każdy odcinek nagrywany jest w innym miejscu w Polsce, a w nich możemy nauczyć się robić różne rodzaje kawy. Tym razem padło na latte macchiato wśród podhalańskich krokusów.

 

Kawa w takim miejscu smakuje zupełnie inaczej, czas też nie płynie standardowym tempem. Wszystko zwalnia, jesteś Ty, dużo słońca i wspaniała kawa ukoronowana spienionym mlekiem. Uważam, że w drodze do schroniska na sławnej Chochołowskiej nie mogła mi się trafić lepsza przygoda niż ta z chwilą rozkoszowania się kawą wśród fioletowych widoków.

Oczywiście podczas realizacji pomysłu z przygotowaniem kawy w towarzystwie krokusów żaden z nich nie ucierpiał.

Latte w TatrachLatte w Tatrach?

To niesamowite, że od nasączonej deszczem ziemi przemakają Ci kolana, łokcie, buty, a Ty przestajesz molestować spust migawki nie ze względu na dyskomfort, ale wtedy, gdy chcesz znów na chwilę zaczerpnąć powietrza oczyszczonego z trudów codzienności.

Krokusy to nie tylko kwiaty, są uprzedmiotowieniem ulgi. Nie zarumienią się nawet, gdy opowiesz im frasobliwą historię swojego życia. W fiolecie swoich głów zostaną powiernikami czego tylko zechcesz, z czymkolwiek do nich przyjeżdżasz.

Nie chodzi o to, by ufać, że te kwiaty mogą zmienić jakiś sens czy zaplanowany dawno scenariusz. Sęk w tym, żeby nauczyć się chwalić chwile, brać je pełnymi płucami. Nie odwzorowywać bez refleksji wystrojonej polany, lecz zaprzyjaźnić się z tym, co oferuje nam ta górska dolina – oderwanie się od codzienności, niewytłumaczalną moc naprawczą, regeneracyjną czy przysięgę przechowania trudnych decyzji na odpowiedni czas, gdy nabierzemy odwagi.

Więc czy warto wyjść na spotkanie z krokusami? Odpowiadasz sobie.

Autor tekstu: Paulina Walkosz z ZakopanePortal.pl

Krokus tatrzański2014Krokusy Tatry 2014Szafran spiski 2014Krokusy w Dolinie Chochołowskiej 2014

Komentuj

Kategorie: AktualnościOkiem Internauty

Tagi: , ,