fot. Janusz Dębiński - Tatry zimą

Jak zacząć zimowe wędrówki po Tatrach? Czy Tatry zimą są bezpieczne? Dokąd iść pierwszy raz? W poniższym tekście spróbuję przybliżyć Wam ten temat.

 

Wiele osób zamyka swój turystyczny sezon w Tatrach wraz z nadejściem pierwszych śniegów. Wynika to z błędnego przeświadczenia, że Tatry zimą są niebezpieczniejsze od tych letnich.

Przy zachowaniu pewnych środków bezpieczeństwa można w znaczący sposób zminimalizować ryzyko. Jakie to środki? Przede wszystkim zacznijmy od tego, co nam zagraża zimą w górach.

 

1. LAWINY

Często bagatelizowany wróg turysty. Jeśli myślimy na poważnie o rozpoczęciu zimowej turystyki w Tatrach to niezbędnikiem jest zrobienie kursu lawinowego. Na rynku jest sporo ofert, a ceny wahają się w przedziale od 200zł (np. annapasek.org) do 400zł.

Jeśli nie zrobiliśmy kursu lawinowego to poruszamy się tylko i wyłącznie po terenie uznawanym za względnie bezpieczny pod względem lawinowym, przy stopniu zagrożenia lawinowego nie większym niż 2 i po uprzednim przyswojeniu wiedzy zawartej w poniższych linkach!!!!

Informacje o lawinach

Lawinowe ABC

 


Zapoznajemy się też z komunikatem lawinowym na stronie TOPRu  lub  jeśli jedziemy na Słowację to na stronie HZS (http://www.hzs.sk). Pamiętamy, że na Słowacji obowiązuje nas wykupienie ubezpieczenia.

 

2. WARUNKI ATMOSFERYCZNE

Tu zagraża nam przede wszystkim zimno. Jak się ubrać? A więc po kolei. Buty – te koniecznie muszą być nieprzemakalne, zaimpregnowane przed każdym wyjściem w góry. Buty powinny być za kostkę, najlepiej z twardą podeszwą, gdyż miękka podeszwa stwarza trochę kłopotów, gdy mamy założone na nie raki. Kupujemy raki do butów a nie buty do raków – jedne z drugimi nie zawsze są kompatybilne. Pod butem mamy oczywiście ciepłe skarpetki, a w plecaku zapasową parę. Dalej stuptuty. Te zapobiegają dostawaniu się śniegu do środka buta.

Jeśli chodzi o spodnie i kurtkę – raczej odchodzi się od membranowych na korzyść softshellowych. Softshelle mają gorsze parametry wodoodporności, ale są znacznie bardziej „oddychające”, a w góry nie wychodzimy podczas opadów deszczu i śniegu, ponieważ wiąże się to z ograniczoną widocznością uniemożliwiającą nam ocenę zagrożenia lawinami. Gdy decydujemy się już na zakup softshella – nie dajmy sobie wcisnąć „softshella z membraną”, ponieważ nie jest to już softshell:)

Warto zainwestować też w bieliznę termoaktywną, no i 2 polary, jeden na siebie a drugi zapasowy do plecaka. Rękawiczki – tu nie ma co oszczędzać, muszą być nieprzemakalne i ciepłe, a w plecaku powinniśmy mieć zapasową drugą parę. Przy -10 stopniach i wietrze rzędu 15m/s (a taki na graniach nie jest rzadkością), temperatura odczuwalna spada do grubo poniżej -30 stopni. Przy mokrych rękawiczkach szybko możemy nawet stracić palce!

Oczywiście nie zapominamy o ciepłej czapce (zapasowej też!). Przed wyjściem w góry smarujemy twarz kremem z mocnym filtrem UV i zabieramy okulary lub gogle. Gogle są może mniej wygodne, ale docenimy je podczas silnego wiatru gdy śnieg będzie uderzać w twarz. Nie ma co bagatelizować słońca w górach – tam, szczególnie w kotłach, śnieg działa jak soczewka i w parę godzin może nas mocniej spalić niż przez cały dzień na plaży latem, a bez ochrony oczu możemy nabawić się śnieżnej ślepoty.

Sprawdzajmy przed wyjściem prognozy pogody. Najbardziej polecam prognozy na http://meteo.pl (Model UM). Prognoza jest bardzo szczegółowa i do 24h przed planowaną wycieczką sprawdza mi się zawsze. Kolejny czynnik to mgła. Latem, na dobrze oznaczonym szlaku jest tylko problemem „widokowym”. Jak wygląda problem zimą? Zobrazuję to zdjęciem:

fot. Janusz Dębiński - Zielony Staw Gąsienicowy
Poznajecie to miejsce? Nie? Na pewno je znacie. To Zielony Staw Gąsienicowy. Podczas gęstej mgły zanika granica między gruntem a powietrzem, co dobrze widać na zdjęciu – a na nim mgła jest jeszcze dość znośna. Dodajmy do tego wiatr, który w kilka minut zasypuje nasze ślady i mamy gotową „orientacyjną pułapkę”. Nie wychodźmy zimą podczas mgły. Zabierajmy ze sobą kompas i mapę (umiejętność posługiwania się nimi jest oczywista). Wychodźmy w teren, który dobrze znamy z letnich wycieczek i to o czym wspomniałem wcześniej: mgła uniemożliwia nam ocenę zagrożenia lawinowego – bo w takich warunkach nie będziemy w stanie ocenić nastromienia stoku nad nami ani nie zauważymy niebezpiecznych depozytów śniegu!

 

Co zabrać jeszcze ze sobą na pierwszą wycieczkę?

 

Apteczka. Chyba nikt nie opracował podstawowego wyposażenia apteczki podczas górskich wycieczek, ale z grubsza powinny się w niej znaleźć: komplet opatrunków, opaska elastyczna, środek dezynfekujący, leki przeciwbólowe, dwie folie NRC, nóż lub nożyczki. Jeśli jesteśmy na coś przewlekle chorzy to oczywiście leki i zapisana na kartce informacja na temat choroby – w razie wypadku usprawni to działanie ratowników. Wiele osób uważa, że apteczka to niepotrzebny ciężar przy jednodniowej wycieczce, ale na własnej skórze przekonałem się, że tak nie jest gdy rakiem rozciąłem sobie nogę pod Świnicą. Głupio byłoby wzywać TOPR do takiego zdarzenia, gdy sami możemy sobie pomóc, prawda? Poza tym osoby, które mają problem ze stawami, ze względu na niższe temperatury mogą mieć nasilone problemy. Sam nie raz musiałem zakładać opaskę elastyczną na kolano i łyknąć dwa ibupromy by w miarę sprawnie wrócić na dół.

Kolejna rzecz – naładowany telefon. Nie używamy telefonu bez potrzeby! Najlepiej też włączyć tryb samolotowy, ponieważ wyszukiwanie sieci zjada nam szybko baterie. Dodatkowo niska temperatura to przyspiesza. W telefonie koniecznie zapisujemy numer do TOPR [ 601 100 300 ] i do HZS [ 18 300 ]. Dobrze mieć w telefonie numer ICE (In Case of Emergency). Jest to numer bliskiej nam osoby pod który zadzwonią ratownicy, gdy coś nam się stanie. Zapisujemy go w książce adresowej właśnie jako ICE. Pamiętajmy by podać numer do tej osoby, która wie o naszych ewentualnych chorobach, przyjmowanych lekach, itd. Informujemy osobę bliską, która zostaje na dole, o celu naszej wycieczki i godzinie powrotu! Jeśli zmienimy w trakcie wycieczki nasze plany  – zanim to zrobimy – znów informujemy o tym telefonicznie lub SMSowo!

Z niezbędnych rzeczy zabieramy też latarkę i komplet zapasowych baterii, termos  i wysokoenergetyczną żywność pod postacią np. kandyzowanych owoców, czekolady. Nie nadają się do tego produkty z dużą zawartością wody, ponieważ szybko zamarzają i nie da się ich zwyczajnie pogryźć.

Teraz parę słów o kijkach, rakach i czekanie.

Kijki – ich roli nie da się przecenić gdy przyjdzie nam iść w kopnym śniegu. Latem z nich nie korzystam, ale zimą nie wyobrażam sobie chodzenia bez nich po górach. Pamiętajmy, żeby miały szerokie talerzyki u nasady. Jeśli ich nie posiadają można je za parę zł dokupić w sklepie. Bez nich będą bezużyteczne. Raki zabieramy ZAWSZE. Nigdy nie wiadomo czy nie trafimy na zmrożony śnieg lub lód, a wtedy poruszanie się bez nich staje się dla osób niedoświadczonych prawie niemożliwe. Jeśli nie posiadamy raków to idziemy do wypożyczalni. W Zakopanem jest kilka takich punktów, gdzie za około 20zł możemy je wypożyczyć. Nie będę tu sugerować żadnej z wypożyczalni, po prostu wpisujemy w googlach „Zakopane wypożyczalnia raków”. Pamiętajmy że idąc w rakach trzeba szeroko stawiać nogi, gdyż łatwo możemy się pokaleczyć. Najlepiej chodzenie w rakach przećwiczyć na płaskim terenie. Co do czekana… ten będzie nam potrzebny w nieco trudniejszym terenie. Jak z niego korzystać przeczytacie pod poniższymi linkami:

Jak używać czekana?

Do czego służy czekan?

UWAGA! Techniki zawarte w tych materiałach należy koniecznie kilka razy przećwiczyć w łatwym terenie. Od umiejętności korzystania z czekana zależy Wasze życie!

fot. Tomasz G. (fb.com/Tatryzima)
Jeśli zdecydujecie się na zakup czekana to mała rada, która często jest pomijana. Nie kupujcie zbyt długich czekanów, gdyż te podczas hamowania mają tendencje do wbijania się w okolicy brzucha. U mnie to skończyło się na szczęście tylko na podziurawionej kurtce. Dla osoby przy wzroście 180cm czekan powinien mieć długość max. 60 cm.

Skompletowanie zimowego wyposażenia jest dla portfela dość problematyczne, więc możemy szukać „używek”, najlepiej na giełdach narciarskich (ubrania, gogle), allegro lub na facebooku w grupie „Giełda sprzętu wspinaczkowego”.

Tak przygotowani wybieramy się na pierwszą wycieczkę. Pytanie: dokąd wybrać się na pierwszą zimową wycieczkę tatrzańską?

Zapytacie na jakimkolwiek forum to Was zasypią propozycjami. Przede wszystkim idziemy tam gdzie znamy teren. Wybieramy proste wędrówki: Morskie Oko, Rusinowa Polana, Hala Gąsienicowa z Brzezin lub przez Boczań (zimą szlak przez Jaworzynkę jest lawiniasty), możemy dalej iść nad Czarny Staw Gąsienicowy (koniecznie pamiętając, że obowiązuje zimowe obejście) lub na Kasprowy Wierch. W Tatrach Zachodnich możecie udać się np. na Grzesia.

Jeśli przećwiczycie używanie czekana możecie pokusić się o troszkę trudniejsze wycieczki, np.: Dolina Pięciu Stawów Polskich lub Świnica (wbrew pozorom dość łatwa trasa). Pamiętamy żeby wychodzić bardzo wcześnie, by wrócić przed zmrokiem. To chyba tyle w temacie pierwszej zimowej wycieczki w Tatry. Mogłem coś pominąć więc będę wdzięczny za wszelkie uwagi.

Jeżeli macie coś do dodania – warto pozostawić po sobie ślad w komentarzach :)

 

Autor tekstu: Janusz Dębiński – strona Tatry Zimą

Tatry zimą - FB

Komentuj

Kategorie: Porady górskie

Tagi: , , , ,