Adam Mańczak Tatry

Jako student AWF w W-wie w 1963 roku ukończyłem kurs pilotażu wycieczek zagranicznych przy Biurze Zagranicznej Turystyki Młodzieżowej  Al.Róż Warszawa. Mimo bardzo słabej znajomości języka niemieckiego pilotowałem grupy niemieckie 10-12 osobowe po Tatrach i Pieninach. Piloci z filologii niemieckiej czy germanistyki bali się wędrówek po Tatrach. Poznawałem Pieniny, Tatry Zachodnie jak i Tatry Wschodnie przy dużej pomocy i życzliwości ratowników górskich i kierowników schronisk.

Po ukończeniu studiów byłem już prywatnie corocznym turystą fruwającym po tatrzańskich graniach niby „kozica”. Spałem na drzwiach na pośredniej stacji kolejki linowej. Bywałem częstym gościem w pomieszczeniach pracowników K.L. na Kasprowym. Spałem na toboganie w G.O.P.R. na Kasprowym – klucz nad drzwiami po prawej stronie.. Najlepsza dla wtajemniczonych to znajomość z Panią Zając, która była w restauracji na Kasprowym „Toalet Madamme” i sprzątaczką w Obserwatorium Meteorologicznym powyżej stacji K.L. Bilety na poza kolejkowy wjazd to znajomi Pani Zając, którzy pełnili pracę jako szatniarze w schronisku Kuźnice.

Po kilku latach wciągnąłem brata bliźniaka do moich corocznych, najczęściej ponad dwutygodniowych wędrówek zaczynając od Pienin,Tatr Zachodnich i Wysokich. Zastał dowartościowany i pokochał te góry mimo trwałego kalectwa kręgosłupa..

Kiedy ożeniłem się moja żona, Ewa wędrowała ze mną jak „kozica” po Zachodnich i Wysokich zaliczając Orlą po połówce itd. Po kolejnych latach wędrowałem sam doświadczając pokory względem grani. W dwóch przypadkach, a dobrze pamiętam, pomogłem załamanemu psychicznie turyście na Orlej |II Granat| i wczasowiczce na Koziej Przełęczy /brak rozeznania czasowego/. W stanie wojennym wdrapałem się na przełęcz Pod Chłopkiem via Kazalnica i dalej. Spanie pod stołem obok toalet to normalki w tamtych czasach. Warunki atmosferyczne to skrajności, które należało przewidywać. Wiele szlaków i sytuacji, a nawet bardzo wiele pamiętam do dziś. Bym zapomniał trasę, którą przeszedłem z żoną: Czerwone Wierchy przez Tomanową do Ornaku i dalej z Przełęczy Iwanickiej na Kominy, gdzie oglądaliśmy mnóstwo szarotek  itd.

 

Ewa i Adam w Tatrach

Adam i Ewa – 1970r. – zaraz po ślubie

Wracając wspomnieniami do podróży koleją to tak: Na peronie Bydgoszcz Gł. wjeżdża pociąg relacji Gdynia – Zakopane /pełne przedziały/. Podchodzę do wagonu pocztowego /ubrany turystycznie z plecakiem/ i sprawa jasna …  „niech Pan kładzie się na paczkach tam gdzie tych dwoje”. W Krakowie odczepiają wagon pocztowy. Ja i ci dwaj przesiadamy się do wagonu jadącego do Zakopanego. Tak to bywało.

Po kolejnych latach wciągnąłem w góry córkę Beatę, która jako 12 latka poznawała uroki gór. Schodziła ze mną szlaki bezpieczne. Zaliczyła Przełęcz Świnicką idąc z Kasprowego i dalej Zielone Stawki przez Przełęcz Karb do Stawu Gąsienicowego i dalej do Murowańca. Szliśmy następnego dnia nad Zmarzły Staw, ale pogoda fatalna i wróciliśmy żydowskim szlakiem do Kuźnic. Do dzisiaj wspomina nader często te przebyte szlaki. Czy pokochała góry? Mam wątpliwości.

Mijają kolejne lata, gdzie wygrywam z nowotworem po radykalnej chemio i radio terapii po bajpasach, cukrzycy i małopłytkowości.

Adam Mańczak w Tatrach
 

Dochodzi rok 2014 /moje 75 lecie urodzin/. W kwietniu zapraszam do Zakopanego i w góry moją wnuczkę Patrycję, ma już 14 lat. Sceneria zimowa. Poznajemy muzea zakopiańskie, Gubałówkę z szlakiem do Harendy. Korzystamy z gościnności w pełnym tego słowa znaczeniu kolegi z roku Pana Kazimierza Zelka /finalista 3 miejsce na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich/. Wybraliśmy się na Morskie Oko i Halę Ornak. Ona polubiła te wędrówki i kondycyjnie była bardzo dobrze przygotowana. Zaproponowałem jej iż na przełomie sierpnia i września powędrujemy po Pieninach i po Tatrach. Oferta przyjęta z uśmiechem. Kiedy nastał termin wędrówek zakupiłem dla niej, również dla siebie dobre buty, plecaki duże i te małe na szlaki. Schroniska zarezerwowałem dużo wcześniej przez internet.

Pieniny – spływ Dunajcem, wejście na Sokolicę, Trzy Korony i akceptacja warunków w schronisku dały mi zapewnienie iż w Tatrach nie będzie kłopotów. I tak było. Wytrzymała, bez lęku wysokości itp. Trzymała się zasady iż jako pierwsza nie może stracić drugiej osoby z oczu przy wchodzeniu i zejściu. Miałem kłopoty z limitem czasu dojścia i zejścia. Moja mała koziczka o głowę była lepsza od swej mamy. Byliśmy na Świnickiej Przełęczy, Zielone Stawki, Przełęcz Karb, Staw Gąsienicowy, Murowaniec. Byliśmy na Czarnym Stawie nad Morskim Okiem, na Giewoncie i dalej między innymi zwiedziliśmy Jaszczurówkę. I kolejna wizyta u zaprzyjaźnionego kolegi z roku.

Adam z wnuczką
 

W tym prawie 10 dniowym pobycie w górach pogoda dopisała wyjątkowo, a mój rok urodzin w towarzystwie wnuczki dał mi wiele radości i wspomnień, a co ważne – nie żałuję zaciągniętego kredytu.

Autor tekstu: Adam Mańczak

 

A. Mańczak
Tatry Adam Mańczak

Komentuj

Kategorie: Okiem Internauty

Tagi: , ,