fot. ceperka - krokus 2014

Wiosna, kwiaty, fiolet, łąka … z czym kojarzą się te wszystkie słowa? Oczywiście z krokusami, na które czeka każdy bo to przecież symbol wiosny. Jeśli dodać do tego jeszcze Tatry, polanę i dywan to wiadomo, że chodzi o największe skupisko tych kwiatów czyli Dolinę Chochołowską.
Kiedy śnieg topnieje, słońce świeci coraz wyżej telefony do schroniska w Dolinie szaleją, a fora internetowe zalewane są pytaniami „Kiedy można przyjechać na krokusy„?  Nie ważne czy odległość do pokonania liczona jest w dziesiątkach czy setkach kilometrów – każdy chce zobaczyć polanę pokrytą fioletową barwą.

Nagle organizowane są wycieczki, następuje ogólonopolski bum „na krokusy” i każdy kto chce pochwalić się pamiątkowym zdjęciem wśród tych kwiatów musi tam być. Nastolatkowie, rodzice z małymi dziećmi, osoby starsze – wszyscy dzielnie pokonują te kilka dobrych kilometrów aby na samym końcu wędrówki ujrzeć piękny widok.

Sama na żywo nigdy nie widziałam „wysypu”. W zeszłym roku podczas majówki była już końcówka, w tym roku (kilka dni temu) dopiero wszystko zaczynało rozkwitać ale były to wizyty „przy okazji” więc nawet nie żałuję. Nie żałuję jeszcze z jednego powodu – irytacji i złości wobec osób uaktywniających się w tym okresie jako miłośnicy profesjonalnej fotografii.

Przełom lutego i marca to raczej martwy sezon w Tatrach (pomijając oczywiście narciarzy) więc i osób na szlakach niewiele. Co za tym idzie schronisko w Dolinie Chochołowskiej i pierwsze krokusy nie przeżywały jeszcze oblężenia ale to co zobaczyłam wystarczyło, żeby ochota na wycieczkę w odpowiednim terminie odeszła w zapomnienie. Rozumiem, że każdy chce mieć zdjęcie – krokus sam, krokus z górami w tle, krokus przy kamieniu, krokus w zielonej trawie ale na litość Boską – leżenie w krokusach na każdej części polany to już chyba gruba przesada?! I nie, nie były to dzieci, których ciężko upilnować – to stare (przepraszam – w dojrzałym wieku) osoby, z aparatami wielkości mojego plecaka i jeszcze większymi d..mi! Osoby, które w autobusie nie potrafią przestać dwóch przystanków, u lekarza siedzą od 6 rano bo przecież są ciężko schorowane, a w Dolinie Chochołowskiej odzyskują siły witalne i wylegują się pośród chronionych! kwiatów bo muszą mieć najlepsze zdjęcia.

fot. ceperka
 

Czy żadna z nich (bo były to akurat kobiety) nie pomyślała, że gdyby każdy tak chciał to z tych kwiatów po kilku dniach nie zostałoby nic? Że fotografując to co przed nimi, niszczą to za sobą i (o zgrozo) pod sobą?! Zawsze narzekające na „tę dzisiejszą młodzież”, na bolące stawy i kręgosłup w promieniach tatrzańskiego słońca taki dają przykład!

Z tego co zauważyłam, krokusy rosną na kilku polanach, do których dojście jest z różnych stron więc swobodnie można wykonać ładne fotografie z każdej ścieżki i pod każdym kątem w tle z lasem, górami czy schroniskiem. Rozumiem, że to nie to samo co leżenie wśród nich i ładne prezentowanie się na facebook’u ale czy nie liczy się tutaj piękno przyrody, które mamy chronić? My, miłośnicy gór?

I tak kilka minut przy kapliczce w dolinie miało być odpoczynkiem i chwilą refleksji, a zakończyło się nerwami i szybkim zebraniem się w drogę powrotną.

Autor tekstu: ceperka

 

fot. ceperka - krokusy w Tatrach
Słowo od ZakopanePortal.pl:

„Polowania” z obiektywem na krokusy to nic złego jeżeli nie zachowujemy się tak, jak przedstawiła to ceperka w swoim artykule. Pamiętajmy, że krokusy są pod ochroną, a nawet jeżeli by nie były to i tak nie należy ich niszczyć. Można zrobić piękne zdjęcia z krokusami w roli głównej bez konieczności niszczenia przyrody.

Polecamy: Krokusy 2013 – Galeria zdjęć

Komentuj

Kategorie: Okiem Internauty

Tagi: , ,