fot. mar sle

A wszystko zaczęło się w połowie lutego, gdy moja M :) na jednym z portali zobaczyła galerię zdjęć Polany Chochołowskiej „ubranej” w wiosenne krokusy. Wiedziałem wtedy, że jedną z kwietniowych niedziel spędzę w Tatrach na krokusowym „polowaniu”. Tylko którą?

 

Okazało się, że w Polsce  jest wielu chętnych na taki wyjazd, a jedyny problem to brak wiedzy kiedy jest najpiękniej czyli kiedy krokusów jest najwięcej. I tu pomocnym okazał się Internet. Pasjonaci krokusów wymieniają się na forach informacjami typu ”jeszcze nie ma”, „jeszcze jest śnieg, ”już się pojawiają, ”już polany zakryte, przyjeżdżajcie”…..

I tak z naszego małego świętokrzyskiego miasteczka wyjechaliśmy w niedzielę 25 kwietnia 2010 roku na nasz pierwszy raz w krokusowych Tatrach :)

Droga zleciała wyjątkowo szybko. Przy okazji postanowiliśmy zobaczyć Chochołów -miasteczko słynne na całą Polskę z chałup drewnianych, które są od zewnątrz myte przez gospodynie lub wynajmowane „myjocki”. W samym Chochołowie warto też zajrzeć do Muzeum Powstania Chochołowskiego.

A teraz powoli cel naszej wyprawy…  Piękna pogoda przyciągnęła pod Tatry mnóstwo ludzi . Na parkingu ledwo udało się znaleźć miejsce. Zostawiamy samochód i ruszamy! Droga początkowo asfaltowa nie nastręcza nikomu żadnych problemów – jest płaska a dodatkowo każdemu turyście towarzyszy Potok Chochołowski. Po drodze kilka skalnych zwężeń za którymi tablice upamiętniające chochołowskich powstańców oraz wizytę Jana Pawła II na tamtym terenie.

Po ponad godzince drogi naszym oczom ukazuje się Polana Chochołowska. Początkowo nieco zakryta kilkoma zabudowaniami pasterskimi, a po chwili odsłania przed nami swoje piękno. Fioletowy dywan zapiera dech w piersiach, człowiek zapomina o wszystkim gdy widzi takie cuda- piękna łąka, w tle ośnieżone szczyty Tatr i…niestety czar pryska gdy widzisz niektórych pseudo turystów, amatorów fotografii. Dlaczego? Wejdzie taki gość, mimo że ma przed sobą tabliczkę z napisem o zakazie wstępu, kładzie się, depcze. Po prostu tragedia i zero szacunku dla przyrody. Eh… co zrobić.

A my jeszcze tylko gorąca herbatka w schronisku i trzeba wracać z zamiarem powrotu „na krokusy” za rok.

 

Autor tekstu: mar sle

 

Komentuj

Kategorie: Okiem Internauty

Tagi: , , ,