fot. Tomasz Kurp - Murowanica

No i nadszedł ten dzień… dzień wyjazdu do Zakopanego. Od miesiąca przebieraliśmy już nogami nie mogąc się doczekać tej chwili. Zapytacie pewnie gdzie? Już śpieszę z wyjaśnieniami – dzięki ZakopanePortal.pl i Hotelowi Murowanica miałem okazję wziąć udział w konkursie na temat „Śmigła”  – pamiętacie? Tak tak,  no właśnie to ten… Murowanica i ZakopanePortal.pl wybrali moje zdjęcie i ufundował 3-dniowy pobyt dla dwóch osób w tymże wyżej i niżej opisanym hotelu.

 

Oczywiście pierwsze kroki z dworca skierowaliśmy do hotelu by pozostawić bagaże do czasu meldunku, po wcześniejszym uzgodnieniu z p. Katarzyną Ziębą od spraw marketingu. Pokój już czekał i mogliśmy się od razu wmeldować. No cóż –  po wejściu Wredotka (Kasia to ta mała z metra cięta) stwierdziła że pomylili pokoje i czy to na pewno dla nas. Patrząc na numer pokoju szybko wyprowadziłem ją z błędu oznajmiając ”kitraj się szybciej bo mi się siusiu chce” – w każdym bądź razie coś w tym guście.

fot. Tomasz Kurp - w Murowanicy
Po obejrzeniu pokoju, który opiszę później, oczywiście udaliśmy się na śniadanko i na spacer, bo niestety ale mamy owsiki w czterech literach i nie potrafimy usiedzieć na miejscu. Mieliśmy iść na Nosal by rozprostować kości, ale droga była taka że pożal się komuś, bo jakieś wyręby były i pełno błota się porobiło. Zawróciliśmy więc i poszliśmy odkrywać nieznane drogi Zakopanego. Także Jaszczurówką przez Chabówkę Dolną, Hutę i Mrowce doszliśmy do cmentarza na Piszczory.

Panorama Tatr z tej strony jest bardzo piękna, ale kruca fuks pogoda to nam nie dopisała by cokolwiek dostrzec a co dopiero porobić zdjęcia. Wróciliśmy więc przez Pardałówkę, Drogą do Olczy i oczywiście zahaczyliśmy na obiad do Marzanny. Tam jednak zawsze się wraca na pomidorówkę. Potem powrót do hotelu, bo zaczęło padać i ogólnie pogoda pod psem się zrobiła.

A teraz następuje ta chwila kiedy opiszę pokój i hotel. Po wejściu do pokoju rzuca się w oczy bardzo miło urządzony salon z aneksem kuchennym. Salon oczywiście z dużą kanapą, stoliczkiem i telewizorem (i tak nie oglądaliśmy prawie nic) zapewniał uczucie miłego wypoczynku po wędrówkach. Wejście na patio… A zaraz zapomniałem napisać,  że pokój był na parterze obok szumiącego strumyka  (i co gul skoczył?). Kuchnia wyposażona w kuchenkę indukcyjną, lodówkę, zmywarkę oraz odpowiednia ilość naczyń, sztućców oraz kieliszków. Garderoba przy drzwiach z małym sejfem na jakieś kosztowności. Oczywiście aż tak bogaty nie jestem by go użyć aczkolwiek włożyłbym tam Wredotkę i z chęcią zapomniał kod dostępu ze względu na postępującą amnezję wsteczną. Szkoda, że taki mały był.

fot. T. Kurp - w Murowanicyfot. T. Kurp - Hotel Murowanica
Kolej na sypialnię. No sypialnia…  jak sypialnia duże łoże, wygodne, i jak się człek obracał…  (obracał na drugi bok zbereźniki jedne)… to prawie u sąsiada u góry pod łóżkiem lądował.  Prawie jak łóżko wodne, ogólnie miło i przytulnie się spało. Co między spaniem –  pozwolicie że zostawię dla siebie.

Drugiego dnia niestety całkowicie pogoda nie dopisała. Jakaś taka bez jaj była, padał śnieg , plucha i pustki na ulicach. Niestety taka nasza natura, że jednak wyszliśmy na spacerek. Trochę tu, trochę tam,  jakieś zakupy na obiadek. Wybaczcie, ale teraz trochę prywaty strzelę. Udaliśmy się na rybkę do Macieja Sitarza (pewnie niektórym Wam znany ze wspaniałych zdjęć ), czyli Pstrąg Tatrzański. Takich wędzonych pstrągów dawno nie jadłem – świeżutkie i naprawdę smaczne! Wrócimy tam nie raz. Koniec prywaty……… .

No i niestety wróciliśmy do hotelu. Ja oczywiście zabrałem się za foty, które możecie oglądać (niestety Da Vinci to ja nie jestem). Hotel oczywiście proponował też basen jak i saunę. Niestety mój stan zdrowia uniemożliwił mi skorzystanie z tych dobrodziejstw……….. ok ok po prostu zapomniałem kąpielówek a Kasia niestety nie odebrała z pralni spadochronu (jak oddała barchany do pralni to powiedzieli że spadochronów nie przyjmują, ale z namiotem to by jeszcze radę dali) więc robiłem zdjęcia jajeczkom wielkanocnym zrobionym przez panią Justynę Pietrzak.

fot. Tomasz Kurp - W Hotelu Murowanicafot. Tomasz Kurp - pisanki w Murowanicy
Oczywiście muszę też napisać historię związaną z pewnym pieskiem, którą opowiedziała mi pani Justyna. Na recepcji był znajda zwany Kropkiem (patrz zdjęcie), śliczna mordka. Otóż tego pieska przygarnęła pani Justyna po tym jak ktoś go wyrzucił z samochodu. Nie wiem ale ja bym zatłukł gołą siekierą takiego barana. Szczęście jest takie, że psiak powoli zaczyna ufać człowiekowi po takiej traumie.

fot. Tomasz Kurp - Kropek
Panie recepcjonistki nie chciały zdjęć, a szkoda . Obsługa hotelu jest naprawdę komunikatywna i miło nam się rozmawiało. Szkoda tylko, że niestety nie mieliśmy okazji spotkać się z panią Kasią i podziękować osobiście.

Trzeciego dnia trzeba było się pakować i choć można było zostać o kilka godzin dłużej, bo akurat do tego pokoju nie było rezerwacji, to się wymeldowaliśmy z żalem wcześniej by nie mieć wieczorem kłopotu z bagażem. Hotel i pracownicy wprowadzają rodzinną atmosferę dla gości i fajnie się wypoczywało, po może niezbyt długich w naszym wypadku wędrówkach .Na 3 dzień oczywiście od Gubałówki górą spacerkiem po Kościelisku do Salamandry w dół by popatrzeć na góry i podziwiać ich majestat. W tym roku pogody nie było za bardzo, więc i zdjęć nie porobiłem zbyt dużo.

Nadszedł ten czas wyjazdu niestety. Mam nadzieję, że w sierpniu będzie lepsza pogoda więc może będzie więcej zdjęć a i może coś napiszę jeśli wena dopisze. Jeśli będziecie w Zakopanem to wstąpcie do Hotelu Murowanica, gdzie można naprawdę miło spędzić weekend i się zrelaksować. Nie uważacie,  że czasem i Wam się jakiś luksus należy? Pozdrawiam.

Autor tekstu i zdjęć: Tomasz Kurp – zwycięzca konkursu „Śmigło w Tatrach”

fot. Tomasz Kurp
fot. Tomasz Kurp - Śmigło w Tatrach

Komentuj

Kategorie: Okiem Internauty

Tagi: , ,