fot. tasteaway.pl

W szwajcarskim kurorcie narciarskim Laax spędziliśmy tydzień.  Dla narciarzy i snowboardzistów Laax oraz pobliskie Flims to bajka. Ponad 235 kilometrów tras, przeróżne wyciągi, które sprawiają, że nawet po kilku dniach jeżdżenia trasy nigdy się nie nudzą, piękny apartament u podnóża stoku w przyjemnym i nowoczesnym rocksresort, a do tego kuchnia. Z jednej strony lokalna z najlepszymi przysmakami regionu, z drugiej strony różnorodna i mająca wiele do zaoferowania. Atrakcje dla kulinarnych freaków, dla małolatów żądnych barów i imprez, ale również dla rodzin z dziećmi. Miejsce idealne. Pobyt w Laax nakłania nas też do smutnych refleksji…

 

 

Refleksji i przemyśleń o naszych górach i o naszym Zakopanem, które z roku na rok zdaje się coraz bardziej znikać, umierać i kompletnie nie ma pomysłu na siebie. I choć kochamy je miłością wierną, to okazuje się, że ta miłość boli coraz bardziej… Bo to, co w Laax działa jak w szwajcarskim zegarku, u nas zdaje się być pogrążone w totalnym chaosie. I nie chodzi tylko o wspaniałe stoki, nowe wyciągi otwierane rok po roku czy o kilometry tras narciarskich. Wiemy, że natury nie pokonamy, wiemy, że Zakopane nie leży w Alpach. Ale to nie znaczy, że powinno się poddać, odpuścić i stać tanim bazarem z kiczowatymi zabawkami…

Laax to nie pierwsze miejsce, jakie odwiedziliśmy w ostatnich miesiącach, a które jest wzorem tego, jak prowadzić promocję miasta czy regionu. W styczniu mieliśmy szansę zobaczyć, jak z tym samym zagadnieniem radzą sobie w Południowym Tyrolu. Zarówno Laax, jak i Południowy Tyrol to miejsca, w których promocja i marketing działa idealnie, a zapraszanie tam blogerów i dziennikarzy jest jednym z jej elementów. Są to miejsca świadome swoich zalet, regionalnych przysmaków i tego, co warto pokazać i na czym budować siłę marki. W Południowym Tyrolu jest speck, jabłka i wino, są świetne restauracje i pyszne, regionalne jedzenie w knajpach na stokach, długie trasy dostosowane do różnych możliwości. W Laax mamy fondue, raclette i capuns, świadomość aktualnych upodobań grupy docelowej, atrakcje dla szalonych snowboardzistów, ale również spokojne trasy dla tych, którzy jadą na narty, by odpocząć i zapomnieć o pracy.

W miastach czy regionach, które stawiają na dobrze prowadzoną promocję nic nie dzieje się bez przyczyny, wszystko ma swoje wytłumaczenie, wszystko układa się w spójną całość, a o wizerunek miejsca dbają osoby, które NAPRAWDĘ znają się na marketingu, potrafią zbudować silne USP (unique selling proposition) – coś unikalnego, co wyróżnia produkt na tle innych, potrafią dostosować ofertę do potrzeb osób, które miejsce to odwiedzają. Wiemy o tym i zdajemy sobie sprawę, jak bardzo jest to istotne, ponieważ poza blogowaniem od lat jesteśmy związanymi z reklamą i badaniami marketingowymi, a na swoim koncie mamy również kampanie promujące miasto czy region. Każda nasza wizyta w promowanym regionie, to zatem nie tylko wizyta blogerów, ale również osób zawodowo związanych z reklamą. Patrzymy nie tylko na to, jak pięknie jest w danym miejscu, które muzea odwiedzić, gdzie spać, gdzie i co jeść, ale bardzo mocno przyglądamy się, dopytujemy, dociekamy, jak budowana jest dana marka. Dzięki naszej wiedzy, widzimy, że osoby odpowiedzialne za promocję w tych regionach znają swoją grupę docelową i KAŻDY element, który zobaczycie chociażby w Laax czy Południowym Tyrolu jest częścią sprawnie działającej maszyny marketingowej!

 

A u nas? Zdaje się, że Zakopanem zajmują się urzędnicy, którzy KOMPLETNIE nie mają pojęcia, co z nim zrobić i jak poprowadzić miasto, by nadal było chlubą Polski, a nie powodem do wstydu! Bo teraz właśnie powodem do wstydu się staje i tak jak 10 – 12 lat temu gościom z zagranicy najbardziej chciałam pokazać właśnie magiczne Zakopane, obecnie chyba bym zrezygnowała…

 

fot. Tasteaway - Krupówki
takie Zakopane pamiętam z pierwszych wypraw na początku lat 90. i takie nadal chcę oglądać!

fot. Tasteaway - Serki gazdowskie

 Widoki, które lubimy

W moim sercu Zakopane zajmuje miejsce wyjątkowe. To jedyne miejsce w Polsce (poza Warszawą), z którym czuję tak bardzo związana. Nigdzie indziej na przestrzeni wielu, wielu lat nie wracałam tak często. Nigdzie indziej nie odnajduję takiego spokoju ducha, jak chodząc po uliczkach na Krzeptówkach czy na Pardałówce, jak spacerując po dolinach. Nie mam rodziny rozsianej po Polsce, która sprawiałaby, że jakieś miejsce jest mi szczególnie bliskie. Nie mam jej również w Zakopanem (chociaż w młodości taka rodzina mi się zdecydowanie marzyła :) ).

Dlaczego więc  Zakopane? Sama nie wiem. Pamiętam opowieści mojej mamy o wyjeździe do Zakopanego w kwietniu pod koniec lat 80., gdy nas, ubranych w wiosenne ciuszki, zasypał wielki śnieg. Potem pamiętam stary pensjonat na rogu Piłsudskiego i Makuszyńskiego i taras, na którym opalałyśmy się z moją siostrą cioteczną, gdy miałam jakieś 10 lat. Pamiętam wakacyjne lenistwo w drewnianym domu w okolicach Doliny Strążyskiej i długie spacery z moją mamą. Nadal uwielbiam przejść się cichą Drogą do Daniela, wspominając tamte czasy. Potem był też wyjazd z Tatą.. z Tatą i z Dziadkiem. Hotel na Antałówce, narty w Białce i wyprawy do Bąkowo Zohyliny. Magiczny, bo jedyny taki. I te święta Bożego Narodzenia zatopione w śniegu, gdzieś w niedogrzanym, ale uroczym pensjonacie na Pardałówce. I obóz językowy z moją najlepszą przyjaciółką, i zielone szkoły. Aż wreszcie pierwsze randki z Łukaszem (Tak, Zakopane!), a potem długie spacery po Dolinie Chochołowskiej, zupa borowikowa i leniwe śniadania z gazetką w ręku.. Również magiczne, bo w ciąży. Pewnie to właśnie te wspomnienia sprawiają, że moją miłość do Zakopanego ciężko zdusić, ciężko zabić. Że nadal, gdy wjeżdżamy do Zakopanego odczuwam spokój i radość i za każdym razem mam ochotę zostać tam dłużej, nawet gdy to, co się dzieje na ulicach w centrum miasta strasznie denerwuje, irytuje i sprawia, że masz dość…

 

Bo Zakopane zdaje się zanikać, bo umiera, bo zdycha, bo wisi w próżni, jakby nie wiedząc, co z sobą począć. Narciarskie Zakopane, w którym Krupówkami przechadzały się grupki przyjezdnych spragnionych wrażeń na stoku, niosących narty na ramieniu, w drodze na pobliską Gubałówkę, zdaje się już nie istnieć. Trasa na Gubałówce zamknięta jest już od kilku lat i zamiast na narty, można się tam co najwyżej wybrać jesienią na spacer… Jeśli po drodze nie potkniemy się o tandetne gadżety! Najgorzej prezentuje się główny deptak miasta… Zamiast być reprezentacyjnym punktem, woła o pomstę do nieba! Bo Krupówki zalewa tandeta.. Zewsząd i w każdej dziedzinie!

fot. Tasteaway - "góralskie suweniry"

fot. Tasteaway - pod Gubałówką
 

fot. Tasteaway - stoiska
 

Klasyczny biały miś, z którym od lat robiono sobie zdjęcia, zamienił się  w całą masę stworów w przybrudzonych kombinezonach, które tylko czekają na maluchy, proszące rodziców o zdjęcie. Nasz Maks oczywiście do tego pierwszy – z każdym misiem, pieskiem czy Kubusiem Puchatkiem musi się przywitać …. Dzięki Bogu udaje się go przekonać, że nie warto robić zdjęcia, gdy miś zachęca „Może Tatko zdjęcie zrobi? 5 zł!”

 

Do tego kolorowe balony z postaciami z bajek, piszczące pieski na baterie i cała masa innych tandetnych gadżetów – strzelających kulek, potworów na drutach, helu do gadania, opasek na rękę. Ostatnio nawet pojawiły się kółka do obrysowywania, które pamiętam z czasów podstawówki. Spacerując po Krupówkach coraz częściej masz wrażenie, że jesteś na gigantycznym, tanim bazarze, a nie na deptaku w zimowej stolicy Polski! Spacerując po Krupówkach z dwulatkiem jest znacznie gorzej: bardzo szybko przekonasz się, że można stracić 100 zł w 30 minut, jeśli ulegniesz wszystkim namowom swojego dziecka, które jeszcze nie wie, co to kicz i we wszystkim co kolorowe i głośne jest w stanie zakochać się w 2 minuty! Po ostatnim pobycie mam nawet wrażenie, że kiczowate plastiki przykrywają to, co kiedyś było zaletą Zakopanego: tradycyjne, góralskie drewniane ciupagi, domki czy figurki. Pamiątki typowe tylko tutaj, lokalne, stylowe…  Prawie ich nie widać! Jest plastikowo, gumowo, pstrokato i tandetnie! Brrrrr….

 

Jedyne pocieszenie w obecnej sytuacji to spacer z dala od centrum miasta… Gdy przejdziemy się nieco dalej, choćby na Krzeptówki, w okolice Doliny Strążyskiej czy w okolice Kuźnic znajdziemy spokojne i urokliwe miejsca. Miejsca, do których tandeta na szczęście jeszcze nie dotarła… Tylko: czy jeśli centrum będzie tak bardzo zniechęcać i przerażać, będziemy w ogóle przyjeżdżać do Zakopanego? Zwłaszcza, że pod bokiem rośnie mu silna konkurencja…

fot. Tasteaway - miśki na Krupówkach

„Chcę się z nim przywitać”, czyli jak brudne miśki atakują na Krupówkach

fot. Tasteaway - pieski

 piszczące pieski – Mamo, chcę takiego!

fot. Tasteaway - "regionalne rysunki"

regionalne rysunki?

A Zakopane kulinarnie? W tej dziedzinie również mamy wrażenie, że Zakopane zmierza po równi pochyłej w dół. Z roku na rok jest coraz gorzej. Śmierć, masakra, wielkie zero…

 

Na Krupówkach zewsząd wołają Cię gofry, kebaby czy „jadło” na wagę. Oscypek z żurawiną ze straganu lub placek ziemniaczany z okienka zdają się być kwintesencją regionalnych przysmaków i szczytem marzeń. Wielkie napisy i banery z kolorowymi goframi i wielkimi cyferkami, ile gram możemy zjeść za 3 zł straszą…Nagle okazuje się, że Zakopane to miejsce, do którego przyjeżdżasz, by się nażreć mięsa i góry ziemniaków! Nieważna jakość, nieważna obsługa, nieważne regionalne smaki, ważne by się nawpieprzać za jak najmniejszą cenę! Czy naprawdę właśnie do tej grupy docelowej Zakopane chce trafić?

Karczmy na Krupówkach? Wszystkie podobne (zwłaszcza, że większość należy do tego samego właściciela! PARANOJA!), wszystkie podają niemal to samo, w ten sam średnio dopracowany sposób, licząc, że takie rozwiązania jak darmowe, pokruszone herbatniki do piwa będą zachętą dla klientów. Hmmm, może będą… tylko dla kogo? Dla tych, co chcą przespać się za 20 zł i zjeść obiad w McDolands lub kebaba za 15 zł?  W niemal wszystkich karczmach na Krupówkach obsługa ma w dupie oczekiwania klienta, a jakiekolwiek wyjście poza standardowe menu jest kwitowane fochami kelnerek i chamstwem. Do tego ceny! Wygórowane i nieadekwatne do jakości dań i wielkości porcji! Co poza karczmami? Kebab i burgery.. ponownie straszące wielkimi banerami z ceną i z wątpliwej urody zdjęciem bułki z mięsem. Są też 2 czy 3 pizzerie – w jednej jakiś czas temu doliczono mi 5 zł za 2 plasterki cytryny do wody!!! Świat się kończy! Śmiech na sali!

fot. Tasteaway - jadło na wagę

jadło na wagę – bo przecież nie liczy się jakość, tylko ilość

fot. Tasteaway - kebab

może kebab? przecież to typowo góralskie danie!

fot. Tasteaway - zapiekanki

 kiedyś przyjemny Czarny Staw, dziś prawie schowany pod wielkimi banerami i zapiekanką XXL

fot. Tasteaway - wszystko w jednym

pizza, kebab, burger, czekolada – brakuje tylko sushi!

 

Nasi „faworyci” to miejsca „wszystko w jednym”: pizza, kebab, burger, czekolada na gorąco i grzaniec. Czy rzeczywiście są jeszcze osoby, które nie dostrzegają paranoi tego typu miejsc? Które chcą tam jeść? Nie wiem… Wiem, że dla osób szukających czegoś więcej niż tanie jadło „3 zł za 100 gram” Zakopane się kończy, zdycha i ma coraz mniej do zaoferowania. A tych osób wbrew pozorom z roku na rok jest coraz więcej i to one dysponują portfelem, o który warto zadbać, zawalczyć. W obecnej sytuacji to właśnie oni coraz częściej będą wyjeżdżać do Austrii, Włoch, Francji czy Szwajcarii, coraz bardziej rozczarowani własną zimową stolicą. Bo nieliczne dostępne stoki i oferta Zakopanego nie będzie w stanie ich zainteresować… Kto zatem przyjeżdżać będzie do Zakopanego? Odpowiedzcie sobie sami! A jeśli macie wątpliwości, przejdźcie się po Krupówkach. Profil osoby przybywającej do Zakopanego na przestrzeni lat zmienia się dramatycznie…

 

O śmierci Zakopanego mówi się coraz więcej. O tym, że zimowa stolica Polski się kończy, że upada, że kicz, tandeta i reklamy.  Sami siebie powinniśmy się zapytać czy chcemy walczyć o Zakopane, ratować miasto, przywrócić jego dobre imię? Czy chcemy wspierać inicjatywy ratowania Zakopanego czy wolimy zrezygnować z naszej zimowej stolicy? Ja nie chcę!

Teraz niestety miłość do Zakopanego wydaje się być jak miłość do męża-alkoholika, który z dnia na dzień, z roku na rok pije coraz więcej i staje się coraz gorszy, a Ty kochasz i wierzysz, że kiedyś wreszcie się zmieni… Ale on nie słucha próśb ani gróźb, tylko dalej robi swoje… Taka miłość zwykle kończy się tragicznie. Sobie i nam wszystkim życzę jednego:  by tym razem nie skończyło się tragicznie, a Zakopane by wreszcie się obudziło i otrzeźwiało!

Autor tekstu: Tasteaway.pl

Tekst oraz wszystkie zdjęcia są własnością Tasteaway.pl

 

Komentuj

Kategorie: AktualnościOkiem Internauty

Tagi: , , , , , ,