IMG_6310

Ze spełnianiem się marzeń bywa różnie… A może po prostu to ja marzę o niewłaściwych rzeczach? Kto wie… w każdym razie, tym razem mogę z całą pewnością stwierdzić, że oto jestem do przodu o jedno spełnione marzenie: powitałam Nowy Rok na szczycie tatrzańskiego Grzesia.

Ale po kolei…. Sobota, 31 grudnia, godzina 17.30 meldujemy się na Siwej Polanie. Żeby tradycji stała się zadość, odpalamy kilka tradycyjnych mini-fajerwerków. Robimy to tutaj, na parkingu, bo dalej, pomni apeli TPN-u, nie zamierzamy zakłócać spokoju mieszkańcom gór.

Ruszamy w nastrojową, gwieździstą noc w stronę Polany Chochołowskiej. Jest pięknie… Dla „podkręcenia” nastroju wyłączamy czołówki – zresztą i tak są niepotrzebne, bo biel śniegu i blask gwiazd wystarczająco oświetlają nam drogę. Wokół kojący spokój i cisza, przerwana tylko raz, dźwiękami końskich kopyt i delikatną muzyką dzwoneczków mijającego nas kuligu.

Po 19.00 docieramy na Polanę, w krąg światła, płynącego z kusząco rozświetlonego schroniska. Wewnątrz ciepło, gwarno i wesoło. Urządzamy sylwestrowy popasik, przy suto zastawionych (tym wszystkim, co przytaszczyliśmy ze sobą) stołach. Jest tak błogo, że pojawia się chwila wahania: ubierać się i wyjść? Teraz? W mroźną noc brnąć w śniegu pod górę? TAK! Ubieramy się, wychodzimy, brniemy pod górę…

Warunki wymarzone: gwieździsta, bezwietrzna, choć dosyć mroźna noc. Iskrzący się i skrzypiący pod stopami śnieg…. Czuję się, jakby mnie ktoś przeniósł do innej bajki…

Po niecałych dwóch godzinkach marszu w górę, nieziemski widok: okoliczne, ośnieżone tatrzańskie szczyty, piękne, dumne i majestatyczne, doskonale widoczne w świetle gwiazd. Na szczycie, prócz nas, jeszcze chyba ze dwie albo trzy grupki Tatromaniaków.
Zapalamy pochodnie, tu i ówdzie migoczą zimne ognie, w ruch idą termosy z gorącą herbatką, a co odważniejsi puszczają w obieg coś na sylwestrową rozgrzewkę 😉

Wreszcie odliczamy: 5… 4… 3… 2…1… PÓŁNOC! Witaj Nowy Roku 2012!


Uściski, całusy, życzenia – doliny u naszych stóp rozbłyskują setkami barwnych fajerwerków. Zafascynowana, po raz pierwszy w życiu oglądam je z góry, z wysokości 1653 m n.p.m. … „Chwilo trwaj!” – chciałoby się powiedzieć – „jesteś taka piękna”. Nic nie trwa jednak wiecznie. Czas wracać, bo rozgrzewające przytupywanie przynosi coraz marniejsze skutki. Zmarznięci, ale szczęśliwi, wracamy do schroniska, gdzie w doskonałych, sylwestrowo-szampańskich humorach świętujemy do rana…
I moje noworoczne postanowienie: powtórka za rok, potem za dwa, i już zawsze tak właśnie chcę witać każdy Nowy Rok :)

Wszystkim Tatromaniakom życzę spełnienia górskich marzeń oraz samych magicznych chwil na szczytach!!!

Autor tekstu: Lucy

Komentuj

Kategorie: Okiem Internauty

Tagi: , , , , , ,