OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tatry to miejsce, w którym czuję wolność ale i w którym niejednokrotnie czuję się jak śmieć, jak ktoś kto w ogóle nie powinien stąpać po tej ziemi. Jak to możliwe, że w jednym i tym samym miejscu można czuć się wolnym i jednocześnie ograniczonym? Zastanawiacie się pewnie jak mogę mówić o Tatrach jako o miejscu, w którym można czuć się źle? Tu nie chodzi o same Tatry ale o Was – o 99% osób, które uważają się za wielkich miłośników przyrody i piękna Tatr, o ludzi którzy potrafią odebrać mi całą radość z wyjścia w ukochane Tatry. To właśnie do większości z Was piszę ten list, który mam nadzieję ruszy Wasze serca i umysły i skłoni chociaż do minimalnej refleksji…

Mam 26 lat, po Tatrach chodzę od 12 lat. Co roku spędzam w Zakopanem 2 tygodnie. Tak samo jak Wy kocham Tatry i nie mogę doczekać się kolejnego wyjazdu i kolejnego wyjścia na szlak. Tak samo jak Wy – doceniam piękno przyrody, malownicze widoki i niezwykłe krajobrazy. Tak samo jak 99% z Was cieszę się z wejścia na kolejny szczyt. Czym różnię się od Was? Ważę 135 kg i dla mnie wejście na Grzesia czy na Kasprowy to wyczyn porównywalny z Waszym wejściem na Rysy czy Orlą Perć. Śmieszne, prawda? Porównywać Kasprowy i Grzesia z Rysami i Orlą Percią – według Was to kpina, mylę się?

Wielokrotnie na szlaku widziałam pogardliwe spojrzenia. 99% osób chodzących po szlakach jest wręcz w szoku, że taki wieloryb może się wtoczyć chociażby na Kalatówki czy Rusinową Polanę. Większość z Was myśli – sama sobie winna, po co tyle żre? Zdziwię Was – ludzie wykształceni i zdrowo myślący wiedzą, że otyłość bierze się również z chorób, których nie da się wyleczyć lub jest to na tyle kosztowne, że człowieka po prostu na to nie stać. Nie chcę wrzucać wszystkich turystów do jednego worka, ale uwierzcie mi, że zdecydowana większość osób, które mnie mijają na szlaku to osoby, które są pewne, które wręcz dałyby sobie rękę uciąć, że moja tusza to efekt żarcia, a nie choroby.

Absolutnie nie chodzi mi o to, by się nad sobą użalać. Chodzi mi tylko i wyłącznie o to, by uświadomić Wam, że osoby zaliczane do tzw. grubasów też mają prawo żyć, też mają prawo wejść na szlak i chociaż spróbować wejść na niewielkie szczyty. Czego tak bardzo się boicie widząc grubasa na szlaku? Tego, że zabraknie dla Was miejsca na szlaku? Czy może tego, że „nadłożycie drogi i zamiast iść na Kasprowy godzinę to będziecie iść półtorej bo trzeba ominąć wieloryba na szlaku”? A może boicie się tego, że swoim wielkim tyłkiem zasłonię Wam widok na Morskie Oko? Pytam – czego tak bardzo się boicie widząc osobę otyłą na szlaku?

Pamiętam sytuację sprzed 2 lat gdy szłam z Doliny Kościeliskiej szlakiem na Stoły. Wiem, że dla przeciętnego turysty to półtorej godziny drogi, ale dla mnie to były 4 godziny by wejść i to nie na sam szczyt, a na Polanę na Stołach. Gdy wchodziłam i miałam przed sobą jakieś 200 metrów do polany jeden z turystów, i to starszy mężczyzna, rzucił do mnie tekstem „jedyne co mogę, to pocieszyć panią, że już niedaleko, bo przecież pani nie wniosę, ha ha ha”.  Bardzo zabawne, naprawdę. Myślałam, że dojrzali ludzie nie czerpią satysfakcji i nie budują swojego ego na kopaniu innego człowieka i zrównywania go z ziemią.

Owszem, trasy, które pokonujecie w kilka godzin, ja pokonuję w kilkanaście. Sama trasa od Schroniska na Polanie Chochołowskiej, przez Grzesia i Rakonia, z zejściem przed samym Wołowcem  zielonym szlakiem zajęła mi „zaledwie” 10 godzin. „To przecież prawie jak wejście na Rysy! Albo przejście z Palenicy, przez Szpiglasowy Wierch do Morskiego Oka i to z wizytą nad Czarnym Stawem pod Rysami!”. Tak, to prawda, ale i tak jestem z siebie dumna. Dlaczego? Dlatego że sama, na własnych nogach, niosę te 135 kilogramów plus pleKościelec - Tatrycak z wodą i jedzeniem i idę, nie siedzę w domu przed telewizorem, nie przesiaduję w karczmach na Krupówkach. IDĘ! Idę i niosę ciężar by móc podziwiać te piękne widoki, dla których warto żyć!

Co do jedzenia… Wiecie co jest naprawdę przykre? Te Wasze spojrzenia gdy wyciągam zwyczajną kanapkę. Większość z Was patrzy i myśli „Boże, taka gruba i jeszcze się obżera!”.  Zabawne, bo zabieram tyle samo jedzenia co Wy. Zabieram 2-3 kanapki, owoc, 2 butelki wody i regulaminową czekoladę ale w wersji light. I wiecie co? Jeszcze nie zdarzyło mi się, by tą czekoladę zjeść podczas wyprawy! Ja nie chleję piwska czy to na szlaku czy w schroniskach! Ja nie obżeram się czipsami, batonikami i innymi smakołykami. A Wy odmawiacie mi prawa do zjedzenia zwykłej kanapki sądząc, że w plecaku dźwigam tony żarcia! Nie drodzy Turyści! W plecaku niosę lekarstwa, ręczniki by mieć czym ocierać pot z czoła, apteczkę i worki na śmieci, by po drodze pozbierać po Was to, co zostawicie bezczelnie na szlaku!

Kocham Tatry i te piękne widoki, ale naprawdę ciężko wychodzi się na szlak wiedząc, że będą mijać mnie osoby, które będą z politowaniem patrzyły na to jak „się toczę”. Niektórzy z Was mijają mnie jednego dnia kilka razy i widzę w Waszych oczach to pogardliwe spojrzenie, które mówi – „nie powinnaś tu być! co Ty tu w ogóle robisz? Tatry nie są dla takich grubasów! Co? Karczmy zamknęli?”. Wiecie co Wam powiem? Na początku XX wieku w Europie był taki jeden, który pociągnął za sobą całe Niemcy i tworzył obozy koncentracyjne by pozbyć się Żydów, bo mu przeszkadzali. Może w XXI wieku ktoś z Was utworzy obozy dla grubasów, którym zamarzyło się wyjść na tatrzański szlak? Ostre słowa? Wybaczcie, ale taka jest prawda. Dokładnie takie przesłanie widzę w oczach osób, które uważają się za wielkich miłośników Tatr, a człowieka który swoją budową nie pasuje im do krajobrazu najchętniej by ukamienowali czy zepchnęli w przepaść!

Przez te lata mojego chodzenia po Tatrach tylko raz, podkreślam – raz! Tatry - Giewontwidziałam podziw w oczach osoby, która mnie mijała. Nigdy nie słyszałam żadnych słów wsparcia, bo nawet jeśli ktokolwiek chciałby coś powiedzieć to wstydzi się tego, co powiedzą czy co pomyślą inni. Mimo tego, że nie padły żadne słowa, to spojrzenie dało mi siłę do tego by dojść do łańcuchów na Giewoncie. Niestety, dalej nie dałam rady bo pokonał mnie śliski kamień i słowa osób, które bały się stać za mną przy tych łańcuchach bojąc się, że będą musieli mi pomóc albo nie daj Boże mnie ratować, gdy się poślizgnę! Być może udało by mi się wejść na Giewont i spełnić moje marzenie, ale niestety…wolałam wycofać się i ustąpić miejsca na łańcuchach tym, którzy są odpowiedni.. ja niestety odpowiednia na takie szlaki nie jestem.

Żeby tego wszystkiego było mało to nawet TOPR jest przeciwko takim ludziom jak ja. Bardzo przykre były słowa jednego z TOPR-owców, z którym rozmawiałam przy Murowańcu. Powiedział, że powinnam natychmiast wracać do miasta, bo tacy ludzie jak ja to zagrożenie nie tylko dla siebie, ale również dla Ratowników TOPR, którzy „muszą się użerać z takimi grubasami”.  Myślałam, że TOPR jest po to, by pomagać, a nie po to by wzbudzać w człowieku chęć do tego, by rzucić się z Kościelca w dół.

Mówi się, że nie należy samemu chodzić po górach, bo jest to nieodpowiedzialne i głupie. A ja niestety chodzę sama po górach, bo zwyczajnie nie mam z kim iść na szlak. Znajomi chcą żebym jeździła z nimi, ale po co? Oni chcą chodzić po Świnicy, Orlej Perci, Kościelcu, wybrać się na Rysy, a dla mnie szczytem możliwości była Kondracka Kopa i to idąc z Kasprowego Wierchu. Po co mam iść z kimś, kto chciałby zobaczyć jak najwięcej gór, skoro wyjście ze mną zajmie 3 razy więcej czasu? Nie chcę być dla nikogo ciężarem i nie chcę, by ktokolwiek musiał przeze mnie chodzić po dolinach czy po takich śmiesznych szczytach jak Kasprowy Wierch czy Rakoń. Dla Was są to trasy na rozgrzewkę, a dla mnie rozgrzewką jest Dolina Strążyska.

Różnimy się umiejętnościami, doświadczeniami, liczbą zaliczonych szlaków i szczytów, tempem pokonywania tras, ale to co nas łączy to miłość do Tatr. Chociaż zastanawiam się chwilami kto bardziej kocha Tatry – osoby, które z nienawiścią i pogardą patrzą na człowieka takiego jak ja czy osoba, dla której wyjście nawet do Doliny za Bramką jest ogromnym wysiłkiem i wyzwaniem, które jednak warto podjąć by być bliżej Tatr? Dla kogo wyprawa w Tatry jest większym przeżyciem? Dla osoby, która w pośpiechu wręcz biegnie na Świnicę czy osoba, która wyleje litry potu wdrapując się z Murowańca na Kasprowy Wierch?

Nie zaprzeczę, że wśród osób chodzących po górach są również takie, które nie patrzą z pogardą na grubasa na szlaku. One WCALE nie patrzą, są zupełnie Rusinowa Polana Tatryobojętne. Może się wstydzą spojrzeć? A może nie chcą widzieć? Nie wiem. Wiem tylko tyle, że te osoby również dają przyzwolenie na to, by osoba otyła czuła się jak intruz w Tatrach, jak ktoś kto nie powinien w ogóle wychodzić z domu.

Na zakończenie dodam jeszcze kilka słów o podejściu górali do takich osób jak ja. Jakiś czas temu chciałam podjechać tą kolorową ciuchcią w Dolinie Chochołowskiej, by zaoszczędzić czasu i drogi. Niestety ten sympatyczny i uśmiechnięty Pan stwierdził, że nie zabrał narzędzi ze sobą, by odkręcić ściankę wagonika, bo przecież przez drzwi się nie zmieszczę, a nawet jeśli bym się zmieściła to policzyłby mnie za 4 osoby, bo przecież tyle miejsca bym mu zajęła w tym wagoniku. Zasugerował dość głośno, bym skorzystała z dorożki, która stała obok. Nie miałam najmniejszego zamiaru tego zrobić, ale nie obyło się bez komentarza ze strony górala woźnicy, który stwierdził, że koń najprawdopodobniej odmówi wiezienia takich ton! Ot góralska gościnność i serdeczność…

Mam nadzieję, że kiedyś przyjdzie taki czas, że osoba otyła będzie mogła spokojnie wejść na szlak i nie martwić się o to, że będzie obserwowana z politowaniem czy z obrzydzeniem. Ja chyba takich czasów nie doczekam. Może następne pokolenia sprawią, że człowiek z problemami z wagą będzie mógł cieszyć się pełną gębą z możliwości wejścia na tatrzańskie szlaki. Ja póki co, dalej będę chodzić po Tatrach, bo nikt nie odbierze mi radości ze zdobywania kolejnych, niewysokich ale szczytów. Żałuję tylko tego, że nie mogę powiedzieć tego samego, co moi znajomi – że każda osoba chodząca po Tatrach to wspaniały człowiek. Ja niestety nie mam żadnych znajomych z tatrzańskich wypraw. Na pewno po szlakach chodzą takie osoby, które są wspaniałymi, serdecznymi ludźmi, którzy nikogo nie przekreślają i nikogo nie poniżają i potrafią porozmawiać czy nawet razem przejść kawałek trasy, ale niestety ja jeszcze takich ludzi nie spotkałam mimo 12 lat chodzenia po niższych partiach Tatr. A może ci serdeczni ludzie chodzą tylko po Tatrach Wysokich? Niestety nie będzie mi dane tego sprawdzić….

 Autor tekstu: Magdalena ze Szczecina

Komentuj

Kategorie: Okiem Internauty

Tagi: , ,