fot. Sebastian Chowaniec

Mont Blanc – pomysł zdobycia tej góry nasunął się pod koniec 2008roku.  W styczniu 2009 rozpocząłem przygotowania, mianowicie szkolenie zimowej turystyki wysokogórskiej (prace nad kondycją, wiele wyjazdów w Tatry). Gdy już byłem gotowy na wyjazd, który miał nastąpić w czerwcu 2010 roku, miałem dość poważny wypadek rowerowy podczas treningu. Niestety musiałem odpuścić wyjazd ze względu na dość poważny uraz obojczyka. Jednak się  nie poddawałem. Rok 2011 był szczęśliwszy dla mnie. W lutym wybraliśmy się ze znajomymi w Tatry, aby powspinać  się zimą. Był to bardzo dobry pomysł, gdyż od razu wyszły słabe punkty, i było wiadomo czego brakuje, co należy podszkolić. W marcu zaczęliśmy plany co do wyjazdu, organizacja itd. 20 sierpnia wyruszyliśmy w daleką drogę do Chamonix, aby zdobyć  wymarzoną górę .

 

 

Dzień pierwszy (sobota)

W sobotni poranek wyjechaliśmy z Warszawy w daleką drogę, 2000km. Ja, Damian i Jarek. Po drodze wstąpiliśmy w góry stołowe po Marcina i Wiolę, gdzie chwilkę odpoczęliśmy, dopakowaliśmy potrzebny sprzęt i dalej w drogę (Niemcy a następnie Francja, punkt docelowy Chamonix )

Dzień drugi (niedziela)

W niedzielny poranek dotarliśmy do Chamonix, gdzie spędziliśmy noc na kempingu Les Marmottes w Les Bossons. Po rozłożeniu namiotów udaliśmy się do centrum miasta, pozwiedzaliśmy, pocykaliśmy fotki.  Na koniec po piwku i powrót na kamping gdzie pakowaliśmy sprzęt na wyjście w góry.

 

 

 

Dzień trzeci (poniedziałek)

W poniedziałek o 6 pobudka, zwijamy namioty i udajemy się na pierwszą poranną kolejkę linową Les Houches – Bellevue, następnie tramwajem do ostatniego przystanku, skąd udajemy się dalej do do schroniska Tete Rousse (3167m n.p.m.). Tam rozbiliśmy obozowisko.  Ja z Jarkiem poszliśmy do schroniska Gouter (3835m n.p.m.) jako aklimatyzacja. Po zejściu z góry udaliśmy się na zasłużony nocleg w namiocie.

 

 

Dzień Czwarty (wtorek)

Plan na ten dzień był taki aby dojść do Gouter, jednak wiedzieliśmy że pogoda zaczyna się załamywać, więc dotarliśmy tego dnia aż do Vallota, gdzie już samo dojście było bardzo ciężkie i męczące z powodów silnego wiatru oraz później zerowej widoczności. Po dojściu do celu  gotowaliśmy sobie posiłki regeneracyjne i udaliśmy się spać, gdyż na 5 ustaliliśmy pobudkę i atak na szczyt.

 

Dzień piąty (środa)

Pobudka o 5, w Vallocie pełno ludzi, wszyscy na szczyt, jednak pogoda była okropna, wiało bardzo mocno, w porywach nawet ponad 100km/h . W dwóch zespołach postanowiliśmy spróbować, jednak ja z Damianem wróciłem gdyż dwie osoby z naszego zespołu nie chciały ryzykować. Wróciliśmy do schroniska. Po opracowaniu planu jak idziemy i zmniejszeniu ekwipunku, ja z Damianem wyruszyliśmy na szczyt. Czasami było naprawdę ciężko ale nie poddaliśmy się. I udało się, zdobyliśmy najwyższy szczyt w Europie!  Po zrobieniu kilku fotek udaliśmy się do Vallota, gdzie spakowaliśmy sprzęt i dalej do Gouter, a następnie do Tete Rousse gdzie spędziliśmy noc.

 

Dzień szósty (czwartek)

Wstaliśmy ok. 8.  zjedliśmy pyszną zupkę w schronisku, poskładaliśmy namioty i spakowaliśmy wszystko w plecaki. Ok godziny 13 rozpoczęliśmy zejście do Les Houches, gdzie po drodze spotkaliśmy piękne kozice.  Po dotarciu do miasta udaliśmy się na spragnione prysznice a następne do Chamonix na obiadek w regionalnej knajpie.  Postanowiliśmy jeszcze pozwiedzać miasto, po czym udaliśmy się do samochodu, no i niestety rozpoczęliśmy długa drogę do Warszawy, tym razem przez Szwajcarię.  W warszawie byliśmy ok godziny 17 w piątek.

Wyprawa zaliczona do jak najbardziej udanych, wiele wspomnień, nowe doświadczenia. Na długo zostanie w pamięci. Teraz czas planować kolejną. Mamy już na oku pewien cel  a nawet cele, dość poważne. Czy tym razem się poszczęści? Zobaczymy.

Chciałem bardzo podziękować  znajomym, oraz ZakopaneForum.pl za wsparcie duchowe. To Wy najbardziej wspieraliście mnie na tej wyprawie.

Autor tekstu: Sebastian Chowaniec

Komentuj

Kategorie: CiekawostkiOkiem Internauty

Tagi: , ,