fot. polskalokalna.pl

Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe to stowarzyszenie zajmujące się ratownictwem górskim w Tatrach od 1909 roku. Na barkach ratowników spoczywa bezpieczeństwo turystów tatrzańskich, którzy zawsze mogą liczyć na pomoc doświadczonych TOPR-owców, których misją jest niesienie pomocy i ratowanie życia w Tatrach. W ponad 100-letniej historii stowarzyszenia wśród setek ratowników wykonujących ogromnie ważną pracę w górach, swoje miejsce znalazło jedynie 9 kobiet zajmujących się ratownictwem górskim. Po 32 latach do elitarnego grona Ratowników TOPR przyjęto kolejną kobietę, której nie było łatwo dostać się do typowo męskiego środowiska, ale zacznijmy od początku…

Jak wiadomo – zadania TOPR-u nie należą do najłatwiejszych, a powiedziałbym nawet że jest to bardzo trudna i odpowiedzialna praca, ponieważ chodzi o ratowanie zdrowia i życia ludzkiego. W pracy ratowniczej praktycznie za każdym razem ratownik górski ryzykuje swoim zdrowiem i życiem. Praca w trudnych warunkach wysokogórskich, o różnych porach roku niesie ze sobą ogromne ryzyko. W wieloletniej historii TOPR zginęło wielu ratowników, m.in. Klimek Bachleda – jeden z pierwszych ratowników. W pracy ratownika potrzebna jest siła, zarówno fizyczna jak i psychiczna, dlatego mówi się, że jest to typowo męskie zajęcie.

Wiele osób nie ma pojęcia o tym, że w historii Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego funkcje ratownicze pełniło 9 kobiet. Z pewnością dla wielu osób jest to zaskoczenie, bo TOPR kojarzy się raczej z męskim stowarzyszeniem i z zadaniami, z którymi poradzić sobie mogą jedynie mężczyźni. Spójrzmy na jakiekolwiek fotografie przedstawiające ratowników – czy widać wśród nich kobiety? Płeć piękną można spotkać wśród przewodników górskich, w administracji TOPR-u, ale przez 100 lat ciężko było zobaczyć wśród ratowników z błękitnym krzyżem na piersi kobietę.

W 1947 roku do TOPR-u przyjęto pierwszą kobietę – Zofię Paryską. Była taterniczką, botaniczką, pisarką i żoną ratownika Witolda Henryka Paryskiego. Jej osiągnięcia górskie to chociażby zdobycie Mont Blanc czy Matterhorn. Działała bardzo aktywnie w temacie ochrony przyrody Tatr. Spod jej pióra wyszło kilka ważnych publikacji, takich jak chociażby Wielka Encyklopedia Tatrzańska, która powstała we współpracy z Witoldem Paryskim.

W ślad za Zofią Radwańską – Paryską poszły kolejne kobiety, m.in. Krystyna Sałyga – Dąbkowska, która została ratownikiem w 1966 roku a taternictwo uprawiała od 1948 roku ciesząc się z wielu osiągnięć, takich jak chociażby jednodniowe przejście wschodniej ściany Mięguszowieckiego Szczytu zimową porą. Przez 3 lata była instruktorem w Szkole Taternictwa na Hali Gąsienicowej. Zajmowała się również przewodnictwem górskim, instruktażem narciarskim czy publikowaniem reportaży, wspomnień i artykułów np. w broszurach Pod znakiem błękitnego krzyża.

Przez wiele lat, dokładniej mówiąc 32, wśród ratowników TOPR na próżno było szukać przedstawicielek płci pięknej. Dlaczego? Tak naprawdę chyba ciężko powiedzieć, chociaż osoby ze środowiska TOPR twierdzą, że po prostu nie było chętnych kobiet, które chciałyby wstąpić do Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. W 2011 roku swoją kandydaturę zgłosiła żona jednego z ratowników i córka wiceprezesa TOPR Czesława Ślimaka – Ewelina Zwijacz-Kozica. Nie obyło się bez skandalu, gdy zarząd stowarzyszenia ratowników tatrzańskich odrzucił podanie kobiety o przyjęcie na staż kandydacki. W mediach pojawiło się mnóstwo zarzutów wobec TOPR, ponieważ pani Ewelina doskonale poradziła sobie ze spełnieniem warunków stawianych kandydatom na staż. Mowa chociażby o wykazie górskich dokonań w ostatnich pięciu latach, zdaniu egzaminów narciarskich, taternickich, kondycyjnych, z historii TOPR-u i topografii. Niewątpliwie zdać takie egzaminy i pochwalić się górskimi osiągnięciami nie jest łatwo. Nie każdy może sprostać takim wymaganiom, ale jest to podyktowane tym, że w szeregi TOPR nie mogą wstąpić przypadkowe osoby. Ratownikiem mogą zostać jedynie osoby, które potrafią współpracować w grupie, są odpowiedzialne, silne fizycznie i psychicznie a Tatry znają jak własną kieszeń. Staż kandydacki trwa od półtora roku do trzech lat, co wiąże się z odpracowaniem społecznie 240 godzin w pogotowiu ratunkowym, udziałem w pięciu wyprawach ratunkowych i zaliczeniem wielu egzaminów.

Powody odrzucenia podania tłumaczono głównie kłopotami z trudnym charakterem Eweliny Zwijacz-Kozicy i rzekomym nieprofesjonalnym podejściem. Takie opinie wystawiano nieoficjalnie na podstawie pracy pani Eweliny w strukturach TOPR niezwiązanych bezpośrednio z ratowaniem ludzi. Jednak czy można na podstawie pracy w administracji oceniać pracę w terenie? Dopiero staż kandydacki może powiedzieć więcej o umiejętności pracy w grupie, o odpowiedzialności, charakterze czy komunikacji z innymi ratownikami.

W 2011 roku, 18 listopada podjęto ponownie temat przyjęcia kobiety na staż kandydacki. Być może pod wpływem szumu w mediach a być może po dłuższej refleksji członkowie nowego zarządu TOPR jednogłośnie zadecydowali o przyjęciu Eweliny Zwijacz-Kozicy na staż kandydacki, który może umożliwić kobiecie spełnienie marzenia i wypełnianie ratowniczej misji. Jednak jeszcze długa droga do tego, by pani Ewelina mogła zostać oficjalnie Ratownikiem TOPR i złożyć przysięgę ratowniczą.

Polecam poświęcenie kilku minut na zapoznanie się z ciekawym materiałem filmowym, który może przybliżyć nam sylwetkę kandydatki do TOPR-u, w którym można dowiedzieć się więcej o doświadczeniach górskich, umiejętnościach czy osobowości pani Eweliny.

(film dzięki uprzejmości firmy SALEWA)

Pozostaje pytanie „Czy TOPR jest dla kobiet?”. Zdania są podzielone i aż wrze na ten temat na różnego rodzaju forach internetowych, gdzie mnóstwo osób opowiada się przeciw temu, by kobiety działały w strukturach TOPR jako ratowniczki. Wiele osób również popiera panią Ewelinę i kibicuje jej z całego serca. Jednak czy to wsparcie wynika z wiary w jej umiejętności i przydatność w TOPR czy może z tzw. solidarności jajników i chęci udowodnienia mężczyznom, że kobieta potrafi?

Chciałbym przytoczyć w tym miejscu wypowiedź ratowniczki – Krystyna Sałyga:
Czy praca w TOPR jest dla kobiet? – zastanawia się. – Zdecydowanie nie! Pamiętam pierwszą zwózkę z Kasprowego z połamanym narciarzem. Wszyscy wyszli patrzeć, jak sobie poradzę. Te czerwone swetry na górze… Pamiętam, jak złośliwy kierownik wyprawy, a szliśmy na północno-zachodnią ścianę Niżnich Rysów po zabitego Niemca, dał mi do dźwigania pół wózka alpejskiego. Jak ja dostałam w kość, niosąc ten wózek! W grammingerze też musiałam zjeżdżać, ale tylko na szkoleniu.

 Ewelina Zwijacz-Kozica z pewnością zdaje sobie sprawę z tego, że w TOPR nie będzie taryfy ulgowej z tego powodu, że jest kobietą. Przynajmniej w teorii nie będzie to miało żadnego znaczenia dla zespołu ratowników. Kobieta ratownik nosząca błękitny krzyż na piersi będzie musiała zmierzyć się z takimi samymi wyzwaniami i zadaniami, z jakimi na co dzień muszą stawać w szranki ratownicy mężczyźni. Czy pani Ewelina sobie poradzi? Czy zdoła dotrzymać kroku mężczyznom? Jak poradzi sobie ze sporymi ciężarami, z którymi często ratownik musi dać sobie radę? Czy jest wystarczająco silna psychicznie, by zajmować się rannymi osobami w górach bądź nawet wykonywać czynności ratownicze przy turystach, którzy zginęli w Tatrach? Pytań pojawia się naprawdę wiele, ale odpowiedzi na nie będą możliwe do udzielenia dopiero, gdy da się szansę osobie, która spełniła warunki identyczne, jakie mają przed sobą mężczyźni kandydujący do TOPR.

Można mieć wątpliwości co do siły fizycznej i psychicznej, można zastanawiać się nad umiejętnością współpracy w grupie czy nad zaufaniem, które jest niezbędne w pracy Ratownika TOPR. Można się nad tym zastanawiać nie znając pani Eweliny, ale z całą pewnością można stwierdzić, nie znając jej że jest to osoba zdeterminowana i dążąca do swoich celów, która na pewno zasługuje na szansę by sprawdzić się i pokazać, że swoją osobą może wzmocnić TOPR i nieść pomoc na takim samym poziomie jak mężczyźni. Takie jest moje prywatne zdanie. Gorąco kibicuję pani Ewelinie, gdyż należy się jej podziw chociażby za wspomnianą determinację, umiejętności, górskie doświadczenie i odwagę, czego brakuje wielu mężczyznom, którzy chociażby o stażu kandydackim w TOPR mogą jedynie pomarzyć.

Pani Ewelino – głowa do góry i do przodu ku wypełnianiu misji TOPR i spełnianiu swojego marzenia!


Komentuj

Kategorie: Okiem InternautyRatownictwo

Tagi: , , , , , ,