fot. Ryszard Gajewski

Ryszard „Ergaj” Gajewski – himalaista, przewodnik  UIAGM IVBV, instruktor alpinizmu PZA, przewodnik tatrzański oraz ratownik TOPR. Za swój największy sukces uważa zdobycie Peak29 (7871 m n.p.m.), wraz z Maciejem Pawlikowskim w 1979 – było to jedyne jak do tej pory udane zdobycie szczytu, gdzie zdobywcy wrócili z niego żywi. Do jego wybitnych osiągnięć można też zaliczyć pierwsze zimowe wejście na Manaslu (8156 m n.p.m.) oraz wytyczenie nowej drogi na Czo Oju (8201 m n.p.m.). Wytyczył też nowe drogi na Mount Everest’cie (8848 m n.p.m.), na  południowej ścianie Annapurny (8091 m n.p.m.). Obecnie poświęcił się pracy instruktorskiej i przewodnickiej w swoim firmie „ERGUIDE”.

Zapraszam do wywiadu z Ryszardem Gajewskim, a w nim parę słów o zimowej turystyce wysokogórskiej, ryzyku i Broad Peaku (dla Ergaja wciąż gorącego tematu, ponieważ zginął tam jego przyjaciel, z którym zaczynał przygodę z górami). Tematy, na które jak mało kto może wypowiedzieć się jako fachowiec. Miłej lektury.

 

Janusz Dębiński: Można chyba powiedzieć, że na góry jesteś poniekąd „skazany” przez swojego ojca, który tak jak Ty był ratownikiem TOPR. Jak wyglądała Twoja droga w Himalaje? Kiedy pierwszy raz znalazłeś się w górach? Kiedy zacząłeś się wspinać?

Ryszard Gajewski: Ojciec miał duży wpływ na to, co robiłem, ale moja droga do wspinania prowadziła poprzez narty. Do 13 roku życia jeździłem w klubie narciarskim „Start”. Poważny wypadek na zawodach i półtoraroczny pobyt w szpitalu, później długa rehabilitacja w KBK spowodowały, że w narciarstwie nie miałem czego szukać. Wtedy zacząłem się interesować razem z Maćkiem Berbeką i moim kuzynem Bogusiem Probulskim górami – miałem wówczas 15 lat. Ojciec zabrał nas na wspinaczkę, na północny filar Świnicy. A potem, po szkoleniu przez mojego ojca zaczęliśmy działać na własną rękę.

 Jak Twój ojciec zareagował na Wasze osiągnięcia? Na przykład przejście komina Węgrzynowicza?

Ucieszył się, było to pierwsze jednodniowe przejście dwóch 19- latków.

Ponoć w tamtych czasach zdarzało Ci się kryć Maćka Berbekę przed jego matką?

Tak, kryłem Maćka przed jego matką. Na początku nie zgadzała się, aby działał w górach. Później musiała się z tym pogodzić.

Czego poszukujesz w górach? Masz do nich podejście raczej sportowe, jak np. Jerzy Kukuczka, czy bardziej idzie to w stronę „estetyki”, jak u Wojtka Kurtyki?

 Sądzę, że jestem obecnie pośrodku, mimo że szczególnie w początkowym okresie bliżej było mi do traktowania wspinania jako czystego sportu. Kurtyka jednak według mnie miał sportowe podejście do gór, tyle że dorzucał do tego pewien rodzaj filozofii.

 Z którego górskiego osiągnięcia jesteś najbardziej dumny? A którą porażkę uważasz za najdotkliwszą?

Duma – bez wątpienia Peak 29 – tylko 2 zespoły, mało poręczówek, bardzo duże trudności na dużych wysokościach (trudności V na wysokości 7500- 7800m).  Porażka to wycof zimą z połowy „Titanowej Pascy” w murze Jaworowych.

 Nie licząc aktywności związanej z pracą przewodnika, to czy wspinasz się jeszcze?

Nie wspinam się sportowo, ale trochę dróg z kolegami przechodzę w lecie i zimą.

Czy żeby osiągnąć coś w górach, potrzebny jest tak zwany pierwiastek „brawury”, działanie co najmniej na granicy ryzyka?

 Trzeba się z tym liczyć.

Po „Broad Peaku” dałeś się poznać jako konserwatysta, jeśli chodzi o etykę w górach. Czy w dzisiejszym himalaizmie jest miejsce na jakiekolwiek zasady?

Nie ma zasad etycznych konserwatywnych. Albo ich się przestrzega albo nie. Moja opinia o Broad Peak stanowiła obronę zasad etycznych (jak partnerstwo, koleżeństwo, odpowiedzialność za słabszego uczestnika). Niestety zbyt wielu wspinaczy działa jako celebryci mając swoje interesy, szukano więc różnych usprawiedliwień. Moja opinia była tożsama z opinią ludzi, którzy byli w takich warunkach i wiedzą, jak tam jest – Maciej Pawlikowski, Janusz Gołąb. Cichy również przyznawał mi rację, ale nieoficjalnie – on tak ma. W górach pod względem podejścia do zasad nie jest najgorzej. Zdarzają się wyjątki typu Bielecki – gdyby starsi wspinacze, decydenci zareagowali wcześniej, obyłoby się bez ofiar na BP. Ja nie przypisuję w 100% winy Adamowi Bieleckiemu. Widzę, że to narastało stopniowo, ale ani Artur Hajzer, ani Krzysztof Wielicki nie reagowali.

Czy ten medialny szum był potrzebny? Jak może odebrać ktoś, kto nie ma nic z górami wspólnego, słowa krytyki w stronę Bieleckiego i Małka z ust np. Anny Czerwińskiej, członkini komisji badającej wydarzenia na BP, która nie była zimą powyżej 8000 m n.p.m., oraz która sama niegdyś zostawiła swą partnerkę – Wandę Rutkiewicz na Nanga Parbat?

Nie był. Gdyby PZA od razu zareagował, to byłby spokój, ale oni chcieli sukcesu za wszelką cenę, a nie przyznawania się do porażki, bo duże pieniądze były przeznaczone na program (ok. 5 milionów złotych), a później doszło tuszowanie zachowań Adama Bieleckiego. Też uważałem, że Anka Czerwińska byłaby odpowiednią osobą w komisji, gdyby byli tam także ludzie z doświadczeniem zimowym na ośmiotysięcznikach, ale PZA mój pogląd zablokował. Zostawianie partnerów natomiast zawsze jest inne. W przypadku Czerwińskiej wyglądało to tak, że góra dość łatwa, lato oraz nie takie przestrzenie czasowe, jak na BP. Przypadek Anny Czerwińskiej jest zdecydowanie inny niż to co było na Broad Peaku. Jakiś czas schodziły razem, a dopiero blisko obozu się rozdzieliły.

Czy środowisko już od dawna nie dawało przykładu do takich zachowań (np. powrót Cichego i Wielickiego z Everestu w 1980)?

Nie, dlatego że różnica czasowa to około godziny i Cichy przygotował ciepły posiłek dla Wielickiego. Byli razem na wierzchołku i schodzili 90% czasu razem. Zresztą razem – to znaczy mieć kontakt wzrokowy. Jeśli Maciek na jednej z naszych wspólnych wypraw przyszedł do obozu 15 minut wcześniej niż ja to znaczy że mam mówić, że mnie zostawił skoro miałem z nim kontakt wzrokowy- światło latarki? Poza tym wiedziałem, że już dochodzimy, a odległość w metrach nie była większa niż 60 -70 m. W kontekście Bieleckiego, który opuszcza zespół jeszcze przed wierzchołkiem, to jest inna kategoria. Bielecki ma do tego brzydką przeszłość – Makalu i Pitz Bernina (zginął tam jego klient- a Bielecki nie jest przewodnikiem, zawiadomił służby ratownicze o wypadku dopiero po 20 godzinach, pomimo że miał zasięg – info  Newsweek 06.2013)

 Kryzys „partnerstwa” w górach dotyczy tylko gór najwyższych czy jest zauważalny też w takich górach jak Tatry?

Obecnie w górach najwyższych działają klienci prowadzeni, albo i nie, przez Szerpów, i tam występują takie przypadki bardzo często. Tłum ludzi, duże opłaty, słabe umiejętności. Każdy wchodzi indywidualnie i to nie ma nic wspólnego ze wspinaniem. W Tatrach nie ma takich sytuacji (zdarzają się bardzo rzadko), gdyż działają zespoły wspinaczkowe.

W chwili obecnej mamy kiepską zimę, dużo lodu, mało śniegu, a co za tym idzie sporo wypadków. Jakie jest Twoje zdanie na temat ewentualnego prawnego rozwiązania tego problemu – czy tak jak u Słowaków powinniśmy zamykać turystyczne szlaki?

U nas zamyka się kilka szlaków a i tak zdarzają się na nich wypadki – ostatnio ten młody chłopak z Kenara. Na Słowacji zamykają szlaki, ale do schronisk są otwarte np. Teryego Chata 2015m, czyli wysoko. Wszystko zależy od wyszkolenia ludzi. 5 dni temu byłem na Gerlachu i spotkałem turystę słowackiego z żoną wędrujących po górnej części Doliny Batyżowieckiej. Widać było, że mają sprzęt i umieją się nim posługiwać.

Da się zimą bezpiecznie poruszać po takich górach jak Tatry?

Oczywiście, trzeba tylko pamiętać o zagrożeniu lawinowym, prognozach pogody i mieć umiejętności. No i nie gwiazdorzyć.

Czy Twoim zdaniem prawdziwie jest stwierdzenie: „W górach nie ma złych warunków, jest tylko brak doświadczenia”?

Jest prawdziwe. Ale szczęście też trzeba mieć i najlepiej jeśli twój partner również je ma.

Akcje ratunkowe TOPR powinny być płatne?

Tak, gdyż jesteśmy chyba jedynym krajem w Europie, w którym nie pobiera się opłat za tego typu akcje.

Czy według Ciebie likwidacja wszelkich tzw. „ułatwień” pod postacią łańcuchów, klamr wpłynęłaby pozytywnie na bezpieczeństwo na szlakach?

Jak jest łańcuch to jest bezpieczniej. Tylko że wtedy chodzą na dany szlak tacy, co nie mają pojęcia o bezpiecznym poruszaniu się w terenie wysokogórskim. To temat do dłuższej dyskusji.

 Jako ratownik TOPR jak oceniasz przygotowanie turystów do tatrzańskich wypraw? W ciągu ostatnich lat poprawiło się? Jak ma się proporcja wypadków, w których główną rolę odegrał brak szczęścia do takich, gdzie zaważył brak doświadczenia, przecenienie swoich umiejętności?

Myślę, że to sprawa statystyki. Liczba wypadków utrzymuje się na stałym poziomie. Szczęście i doświadczenie idą w parze, mimo że są wyjątki.

Jakieś rady dla tych, którzy chcą zacząć przygodę z Tatrami zimą? Na co przede wszystkim powinni zwracać uwagę turyści pierwszy raz idąc o tej porze roku w góry?

Sprawdzić prognozę pogody i zagrożenie lawinowe. Zaczynać od tras łatwych, od nich przechodzić do trudnych, nie odwrotnie. Wychodzić, gdy jest ciemno, wracać gdy jeszcze jasno. Dobierać odpowiednio doświadczone i wyposażone towarzystwo. Nawet na krótką wycieczkę zabierać czołówkę. Wyposażyć się w odpowiedni sprzęt i umieć się nim posługiwać. Jeżeli nie posiada się umiejętności to zwrócić się o przeszkolenie do przewodnika IVBV.

Jakie trasy zaproponujesz początkującym turystom, takim którzy dopiero zapoznają się z zimowymi Tatrami?

5 Stawów od Roztoki, Świnica od Kasprowego, Giewont od Kondratowej. Zakładam, że coś wiedzą o rakach i czekanie, umieją odczytać zagrożenie lawinowe w komunikatach i pamiętają o prognozach.

Dziękuję za rozmowę.

 

Janusz Dębiński rozmowę przeprowadził dla ZakopanePortal.pl, za co serdecznie dziękujemy!

Ryszard Gajewski

fot. Henryk Przondziono

Komentuj

Kategorie: CiekawostkiOkiem Internauty

Tagi: , , , , , ,