fot. Paulina Walkosz - Zakopane odkopane

Wracam z centrum miasta, zatłoczony katowicki autobus daje się we znaki ściskiem, dzięki któremu nie muszę nawet trzymać się uchwytu, bo nie jestem w stanie się przewrócić. Czuję, że w kurtce wibruje mój niedotykowy dorobek, więc z niedającej mi żyć ciekawości dopuszczam się niebywale trudnego w tych warunkach zadania – odebrania sms’a….

Odnoszę sukces praktycznie przed samym otworzeniem się drzwi na końcowym dla mojej podróży przystanku, klikam „odczytaj” i nie wiem czy przez powietrze którego nareszcie udało mi się dostąpić, czy przez intrygujące „znalazłam książkę o nas!”, robię się weselsza i lżejsza o kilka -przynajmniej w moim przypadku zbędnych – kilogramów.

Moja górska przyjaciółka poinformowała mnie w tamtym momencie o tym, że ktoś podobno napisał książkę o nas i mimo iż wtedy nie wiedziałam jeszcze o co chodzi, uwierzyłam, że to będzie dobry weekend. Nie myliłam się.

Nie myliła się też Jagoda, bo historia którą serwują czytelnikom autorki „lekko gorszącej opowieści góralsko – ceperskiej” ma swoje istotne źródło w ich życiu prywatnym, czego dowodzi spisana na kartach książki przyjaźń dziennikarek, losy dwóch kobiet, które poznają się pod Tatrami, zakochują się w tym miejscu i stają się sobie bliskie. Czyli zupełnie jak my – dowiedziałyśmy się co nam w sercach zalega na tle krajobrazu gór, tam też zjednałyśmy się poczuciem humoru, poglądami, a przede wszystkim marzeniami. Jedna z nas – zupełnie jak w książce – jest ceperką, druga zaś góralką i  mimo iż nie mamy córek, które trzeba odprowadzać wspólnie do przedszkola, to tę książkę czytałyśmy jednym tchem, z ogromnym niedowierzaniem, że oto naszą historię kiedyś już ktoś wyprzedził.

Ze racji uczęszczania na ten, a nie inny kierunek studiów, ale również z racji humanistycznych zapędów i odrobiny doświadczenia w starciu ze słowami, przyznam że wiem jak pisac recenzje, więc tego tekstu tak nie nazwę mimo paru przesłanek o tym świadczących oraz mimo iż jak najbardziej ściśle dotyczy pewnej książki, o której wspomniałam już nieco wyżej. Jest to tekst z fragmentami retrospekcji, ale też pożegnalny dla uczuć, które już minęły i czasu, który tak szybko upłynął.

Gdy książka działających tym razem w tandemie Pauliny Młynarskiej i Beaty Sabały-Zielińskiej w końcu trafiła w moje ręce wieczór zwolnił. Po długiej kontemplacji nad okładką oraz gdy już oswoiłam się z wagą i teksturą papieru, zaczęłam pochłaniać słowa wrzucone w to wydanie jakby wyłącznie dla mnie. Telefon nie stygł od moich ciągłych zachwytów sygnalizowanych Jagodzie, która była wtedy niejako sprawczynią tego całego stanu.

I owszem, książka mimo iż po czasie mam do niej kilka uwag, stała się niejako biblią naszej przyjaźni. Jagna – nazywana tak przeze mnie przez naszego wtedy już wspólnego podhalańskiego bzika – dowiedziała się w jednej chwili z tych prawie trzystu stron tego, o czym opowiadałabym jej przez najbliższy rok i zakochała się w Tatrach jeszcze mocniej. Natomiast ja urozmaiciłam w istotne, czasem brakujące do pełnego rozumienia elementy opowieści moich góralskich towarzyszy, którzy przez lata mojego dzieciństwa budowali mi wrażliwość i osobowość z zakopiańskich prawd i ciekawostek.

Przypomniałam sobie jak pierwszy raz wdrapałam się do bacówki, a Tato kazał mi spróbowac „zyntycy”, a nie „żyntycy” (choc nie wiem która wersja jest właściwą). Wróciło też do mnie uczucie, które towarzyszy wszelkim spotkaniom z miejscami będącymi tak zwaną „kolebką historii regionu”. Wróciły do mnie smaki i zapachy, wróciły rozczarowania i tęsknoty. Jednym słowem – wszystko.

Ten tekst nie znajduje się tu po to bym dzieliła się z Wami swoimi wspomnieniami, doświadczeniami czy góralską duszą, której jestem nosicielką, lecz w tym celu byście udali się do sklepów czy bibliotek i przyjęli na kilka chwil do swoich domów i dłoni ten niebywale radujący człowieka sygnał, że możemy wiedziec więcej o folklorze w kapeluszach z piórkiem czy bez, o Rycerzu śpiącym bądź niezupełnie i o wielu innych, niekoniecznie zaskakujących i nowych dla nas faktach.

Ze względu na to, o czym opowiedziałam oraz na to co przemilczałam – szczerze polecam tę publikację, nie tylko ceprom by zasmakowali od kulisów góralskości w każdym wymiarze, ale i góralom aby nauczyli się rozmawiać, żeby zrozumieli, że tematów, które nadal dogłębnie ich dotykają i bolą, da się dotykać kulturalnie i bez wojen poglądów.

 Autor tekstu: Paulina Walkosz z ZakopanePortal.pl

 

 fot. Paulina Walkosz na szlakufot. Paulina Walkosz - Tatry
 

Komentuj

Kategorie: Góry na papierze

Tagi: , , , , ,