fot. Katarzyna Łakomiak

Nie jest łatwo pisać o miejscu tak ważnym, jakim dla mnie stało się Zakopane. Zapisałam je w sercu i pamięci najpiękniejszymi wspomnieniami, które malowane zaledwie chwilami nabrały jednak znamion trwałości.

Gdy tylko mogę wracam do Zakopanego. Może dlatego, że tu tak wiele zrozumiałam…

 

Może trochę dla góralskiej muzyki, uśmiechu napotkanego bacy, korali mieniących się w słońcu intensywnością barw. A może wracam tu, bo Zakopane pozwala mi czerpać garściami z darów życia, pozwala mi oddychać naprawdę…

Jak opisać to miejsce? Co napisać, by nie straciło mocą użytego słowa nic ze swojego piękna?

Nie wiem… Dla mnie Zakopane układa się obrazami wspomnień. Wśród nich konkretne twarze, dźwięki, zapachy, smaki

i niewyczerpana garść uśmiechów…

 

Z – akochane oblicze Zakopanego…

Kiedy kochasz wszystko wokół staje się inne. Codzienność przybiera oblicze wyjątkowości. Zakopane ujawnia prawdziwość tego, co nazywamy miłością. Zatłoczone Krupówki wypełniają zakochani, który niczym w miłosnym uniesieniu nie chodzą tylko płyną. Patrzysz na nich  i nie możesz się nie uśmiechnąć. Stają się jak dzieci, którym ktoś podarował cukierka czy lizak o dotąd nieznanym dla nich smaku. Zakochanym w Zakopanem wystarczy, że tu są. Cieszy ich zdjęcie z zakopiańskim misiem, wieczorna kolacja w karczmie, które pozwala czuć ciepło dłoni ukochanego. I jeszcze ta góralska muzyka. Jakby górale wiedzieli, jakby nutami układali to, co teraz czujesz…

Zakochanym w Zakopanem nie przeszkadza tłok, zgiełk i intensywność zdarzeń, w które ubrane jest centrum tego miasta. Oni się nie spieszą. On mógłby godzinami wybierać dla niej góralską chustę, wspomniane korale czy jeszcze inne góralskie atrybuty mówiące do ciebie z licznych stoisk rozsianych po Zakopanem. Wybiera długo, bo to wszystko tak piękne, barwne, nieznane. I już fot. Katarzyna Łakomiakw myślach widzi i niemal szepcze: ,,Jak będzie jej w tym pięknie„. A ona. Tak chciałaby, aby był silny jak górale, których codziennie tu widuje. Żeby porwał ją do tańca, wieczorem zanucił góralską balladę. Tak wielu przyjeżdżając do Zakopanego marzy o miłości, którą oplotą czułe ramiona Tatr…

Często narzekają na zatłoczone Zakopane, na ścisk na Krupówkach. A jak kocham ten gwar i zgiełk. W nich przecież zawiera się jedno z piękniejszych oblicz miłości. Miłości do Zakopanego. Tak wielu już to miasto pokochało. Tak wielu nuci wracając do domu znaną pieśń o tym że ,,w górach jest wszystko co kocham…„.

 

A – ngażuje Twoje zmysły…

Lubię smak pstrąga, złowionego w górskim strumieniu. Zaczynam doceniać smak kwaśnicy i oscypka. Ale tylko w Zakopanem poznałam smak powietrza. Chwytasz smak górskiego powietrza, bo często się spieszysz. By zobaczyć jeszcze raz panoramę Zakopanego widoczną ze szczytów Tatr. By jeszcze raz wspiąć się do Sanktuarium na Olczy lub odwiedzić to na Krzeptówkach i poprosić o opiekę Panią Podhala…

Zakopane mówi. Przemawia dźwiękami skrzypiec… Między strunami przeciskają się głosy góralskiej kapeli. Zakopane odzywa się zdaniami: najlepsze oscypki, wolne kwatery, wycieczki w góry… Ale ja najbardziej lubię te dźwięki Zakopanego, gdy zamykam oczy. Wszystko wtedy ze sobą współgra. Stary baca nuci góralską pieśń. Jej drugą zwrotką jest tupot kroków stawianych przez konie ciągnące bryczki. A refrenem odbija się szum górskiego potoku i śmiech szczery i radosny, wydobywający się niemal z każdego zaułka Zakopanego…

Pachnie Zakopane… Pachnie smakami regionalnych potraw. Pachnie dobrocią i serdecznością górali. Pachnie dobrem, odpoczynkiem. Pachnie poczuciem szczęścia…

 

K- olorami muśnięte jest Zakopane…

To miasto nie umie być smutne. Nie potrafi. Kalendarzowo napełnia się barwami.

Zimowe Zakopane jawi się czystością bieli. Odnosi się wtedy wrażenie, że niebo jest bliższe niż zwykle, że to aniołowie misternie pokrywają szczyty zakopiańskich domów i góry śniegiem.

Wiosna w Zakopanem odzywa się największą paletą barw. Intensywność zieleni niesie ze sobą świeżość i niczym niezmącone poczucie nowego jutra.

Zakopiańską jesień lubię najbardziej. To właśnie jesienią spacer uliczkami Zakopanego smakuje siłą wiatru, bukietem liści obwiązanych wstążką zakopiańskiego słońca.

Latem w Zakopanem głośno wołasz: trwaj chwilo… Smak zdobywanych górskich szczytów jest niezapomniany. A potem wracasz do swojej zakopiańskiej kwatery, otwierasz okno…

Są, nadal tam są! Góry i ja – ich pogromca… Ja – ich przyjaciel…

fot. Katarzyna Łakomiak

O – knem na świat i prawdę stało się dla mnie Zakopane…

Będąc w Zakopanem wiele odkryłam. Nauczyłam się, że można uśmiechać się do kogoś napotkanego na ulicy… To takie zwyczajnie, a przynosi ze sobą ogrom radości. Dzielisz  z kimś uśmiech i na chwilę chwytasz w dłonie jego zatroskanie codziennością.

Zakopane nauczyło mnie, że tradycja to wielka wartość, którą powinno dzielić się ze światem. Pamiętam wizytę w willi Koliba. Stanisław Witkiewicz… Geniusz tego miasta. Uchwycił w niepowtarzalny styl wszystko, co składa się na prawdę o górach   i Zakopanem. Pokazał, że zachwycać winno nas wszystko – od struktury drewna począwszy, a na kamieniu skończywszy…

Zakopane nauczyło mnie, że trzeba chronić pamięć o przodkach, o wielkich tych miejsc, w których przyszło nam żyć.  Stary Cmentarz na Pęksowym Brzyzku… Mówi ciszą szacunku, wdzięczności… Przypomina – dbaj o to co jest przeszłością, bo i ty staniesz się kiedyś jej częścią…

 

P – amięcią powracam tam…

Gdy wracam do domu nie zapominam. Zakopane nie da o sobie zapomnieć. Ktoś tylko wspomni, że jedzie w góry, a kąciku ust same układają się do uśmiechu. Otwieram starą, drewnianą szkatułkę po babci. A w niej znajduję cząstkę Zakopanego. To widokówka, stara i już pożółkła, bo dotknięta upływem czasu. Jest dla mnie cenna, namaszczona wartością nieprzecenioną… To pamiątka z mojego pierwszego pobytu w Zakopanem…

Gdy przychodzą smutne dni, takie gdy nic się nie chce i wszystko mieni się odcieniami szarości… Wtedy wracam pamięcią do Zakopanego. Siadam w fotelu, w jednej ręce trzymając kubek z ciepłą herbatą, a w drugiej album ze starymi zdjęciami Przedwojennych Tatr…

Jednak życie jest piękne…

 

A- niołami utkane jest to miejsce…

Lubię anioły. Te porcelanowe, drewniane, z wosku pszczelego, z makaronu, masy solnej… Różne mają oblicza te z mojego pokoju. Bo w nim znalazło schronienie wiele anielskich postaci… I jak tu nie kochać Zakopanego, kiedy z fot. Katarzyna Łakomiakniemal każdej sklepowej witryny uśmiechają się do ciebie właśnie one… na każdym góralskim straganie je znajdziesz… I ciągle mnie coś zaskakuje. A to, że potrafią grać na tak wielu instrumentach, a to że stroją się w regionalne suknie, że co jeden anielski uśmiech to piękniejszy. Karczma pod Aniołami, anielskie przysmaki, drewniane szkatułki z anielskimi emblematami.

Ale Zakopane jest anielskie jeszcze z innego powodu. Są twarze mi znane, ciepłe              i życzliwe. Twarze ludzi z Zakopanego, którzy są jak anioły…

Znam pewne wspaniałe małżeństwo górali. Przygarnęli mnie w te wakacje do siebie na nocleg. Cudowni: Anna i Jan… Znają cię zaledwie z kilkuminutowej rozmowy telefonicznej, widzą cię i co… wciskają ci do ręki kubek z herbatą z malinami, ściskają jakbym była członkiem rodziny i pytają o samopoczucie. Jakby od ich zachowania zależeć miało co wywiozę ze sobą z Zakopanego, co będę mówić o tym miejscu. I udaje im się… Zaczynam tonąć w pokładach dobrych uczuć do tego miasta. Bo Zakopane to ludzie. To właśnie Pan Jan, który dopytuje się jak planuję dzień, czy mam wszystko potrzebne na drogę, czy się nie zgubię. To Pani Anna, która po całym dniu przebywania w kuchni i robieniu konfitur siada ze mną wieczorem na ławce przy swoim domu i snuje opowieść o swojej miłości do Zakopanego. ,,Młodzi dziś nie zawsze rozumieją, uciekają stąd, a my… oj my wiemy co dało nam Zakopane, czym są góry…”. Wie Pani Anula, bo w Zakopanem odnalazła to, co uczyniło ją szczęśliwą…

Moje dwa zakopiańskie Anioły…

Anioły rozdeptują ścieżki Zakopanego. Przybierają różne oblicza, wybierają różne miejsca. Anioł przyszedł do mnie wraz ze starą góralką, która sprzedała mi wełnianą kamizelkę dla mojego chrześniaka… Góral o anielskim uśmiechu podał mi rękę, gdy wydawało mi się, że ostatnie metry szlaku są nie do pokonania. Anioły, takie zakopiańskie, które zjawiają się na chwilę, a pozostają na zawsze…

 

N – igdy nie jest tak samo…

Staram się przynajmniej raz w roku tu być. Zakopane… Wracam w znane mi miejsca, ulubione szlaki. Zaczynam już rozpoznawać twarze, zapamiętywać fot. Katarzyna Łakomiaknazwy miejsc, odróżniać podobnie brzmiące góralskie nazwiska…

A jednak za każdym razem Zakopane przynosi mi w darze zaskoczenie… Jak mogłam tego wcześniej nie widzieć? Czemu mnie jeszcze nie było tu i tam? Wyszukuję w przewodnikach różne miejsca, a potem z nutą dociekania postanawiam, że następnym razem… Mam już kolejną listę. Otwiera ją drewniana kaplica w Jaszczurówce…

To piękne w Zakopanem. To miasto daje nowe możliwości, znane i dawne czyni nowym i wspaniałym. Są miejsca do których tu tęsknisz, miejsca jeszcze nieodkryte. Te, które zapraszają i nęcą swoją cudownością. Zakopane… niedomknięte, z bazą nieograniczonych skarbów…

 

E- nergię i siłę mi przynosi…

Wracam do Zakopanego, by nabrać sił. By na nowo uwierzyć w dobrotliwe, ludzkie twarze. By na nowo zrozumieć czym jest wolność umysłu, przyspieszony rytm serca…

By na nowo być szczęśliwą. Bez zbędnych tłumaczeń, wysiłku. Tak zwyczajnie…

Zakopane. Narzekają, że zatłoczone, że folklor przybiera oblicze kiczu, że zakleja się to miasto ogłoszeniami, plakatami…

Pokochałam Zakopane za prawdziwość. Może tylko trzeba odrobiny wysiłku, by zrozumieć, zobaczyć…

Zakopane szepcze do mnie: wróć…

Może i ty zechcesz usłyszeć jego słodkie wołanie…

Autor tekstu: Katarzyna Łakomiak

fot. Katarzyna Łakomiak

Komentuj

Kategorie: Okiem Internauty

Tagi: ,