fot. Tomasz Kurp

Postanowiłem napisać parę zdań na temat restauracji Pana Rysia, gdzie ciągle gnębi go i rządzi teściowa czyli o bardzo przyjemnym miejscu  zwanym Marzanna. Chęć odwiedzenia jej zaczerpnąłem z artykułu na ZakopanePortal.pl.

Może zacznę od przyjazdu do Zakopanego i planowaniu które jak zwykle po części wzięło w łeb. Zmęczeni po podróży(Ja i moja czasem wredna i złośliwa  połówka) walnęliśmy się na łoże. O pierwszej w nocy zerwał mnie krzyk : „jeeeeeest Huuura  oooo jeeeeeeeees„. Jak zaznaczyłem – obudził mnie krzyk więc nie był to krzyk rozkoszy tylko okrzyk radości, bo przeszła jakiś durny poziom gry w kulki na moim telefonie. Nie ma co – poleciała po całości. Za oknem padało więc postanowiliśmy iść  w tym dniu do Rysia zamiast na obiad do Kubusia. Nie będę Wam przynudzał co było w międzyczasie, bo to nie istotne.

Teraz proszę przewinąć sobie taśmę i dochodzimy do momentu stania w kolejce do stolika, bo sala pełna i nie było gdzie szpilki włożyć. Nawet  Rysio się prześlizgiwał między stolikami, a jak widać na zdjęciach to szczupły facet. No więc w końcu się doczekaliśmy wolnego miejsca. Przestudiowaliśmy  menu i wybór padł na ” wywar z kury oraz korzeni z makaronem” i  „gniecione pomidory, wywar i jeszcze to gęste co z mleka się zbiera z makaronem” czyli pomidorówkę i rosół.  Mówię Wam – pomidorówka niebo w gębie, nawet moja mama takiej nie robi a w gastronomii pracuje wiele lat. Ten smak powoduje, że człowiek ma ochotę na dokładkę. Co do rosołu – przepyszny a  makaron bardzo dobry i nie rozgotowany, smak babcinego rosołku .

Na drugie zamówiliśmy…………………….. zaraz, niech sobie przypomnę. A już wiem, poprosiliśmy o „biust z kurczaka, grule i zestaw zielsk”. Cycek był soczysty a równocześnie dopieczony. Zielska, za którymi ja zazwyczaj nie przepadam, opędzlowałem ze smakiem (trzy surówki na talerzyku i to naprawdę smakowicie wyglądało i bardzo smakowało). A że lubimy pierogi czyli ”pierogi z mięsem z talerzy nie zbierane” to oczywiście nie było mowy by to danie odpuścić sobie. Po przeczytaniu instrukcji dotyczącej techniki konsumpcji  pierogów okazało się, że tych z mięsem ona nie dotyczy. Nic nie chlapało i po ścianach nie leciało. Matko, jakie smaczne! U Mrowcy Piekarza nawet takich nie ma, choć tam są też bardzo dobre i dawno takich pierogów nie jadłem. Porównywalne do pierogów mojej mamy.

Czas na naleśniki z serem czyli ”roztrzepane jajko z mąką i mlekiem usmażone, nadziane serem i olane zamordowaną śmietaną”. Porcja to dwa duże i grube naleśniki polane słodką  śmietaną. Przepraszam, aż mi ślina ściekła na samą myśl o tym smaku. I jeszcze ”placek po zbójnicku z duszonym tyłkiem wieprzowym”. Duży i naprawdę nawet facet może się najeść. Jest jeszcze kwaśnica i  żurek, też pychotka choć troszkę pieprzne .Dla mnie ok, ale Kasi język wywalało na druga stronę. Pierogi z borówkami, tu przydaje się owa wyżej wymieniona instrukcja konsumpcji. Wszystkiego nie próbowaliśmy, ale to jakich smaków zaznaliśmy skłania nas do powrotu w to miejsce za każdym razem kiedy będziemy w Zakopanem.

Pan Rysio jak i cała obsada jest miła i komunikatywna. I z chęcią z Rysiem napiłbym się piwa i zapalił cygarko. W takim towarzystwie aż miło spędzić kilka chwil.

fot. Tomasz Kurp "Pan Rysio"fot. Tomasz Kurpfot. Tomasz Kurp

Może teraz coś o wystroju. Pierwsze wrażenie? Trochę dziwne, bo U Rysia panuje wystrój inny niż do tej pory widziałem. Dużo starych urządzeń, butelek na suficie, plakatów obok butelek,  zdjęć z licznych spotkań i okoliczności jak i gości Pana Rysia. I Bóg wie czego tam jeszcze nie było,  ale ogółem to bardzo przyjemne miejsce. Wszystko porozwieszane  gdzieś  na ścianach  i suficie. Jest nawet legitymacja szkolna Pana Rysia z czasów technikum  oraz zdjęcie babci z lat młodości. Klimat taki sprawia, że czuje się jak w domu. Tyle tylko że u Rysia na żyrandolu nie wisiały skarpetki :)

Jedyne miejsce gdzie byłem  i nie jest w stylu jaki panuje na sali jadalnej to toaleta. Oczywiście czysto i schludnie. Muzyka, która umila  posiłek to blues i rock, muzyka która ukoi każdą duszę i pozwoli się odprężyć. Przed wejściem czuwa pluszowy Pan Rysio – obiekt wielu westchnień i pożądań,  wiele kobitek chce mieć z nim zdjęcie. Nie dziwię się, przystojny facet i taki miękki.

Jak do tej pory mieliśmy swoje stałe miejsca posiłkowania się to od paru lat, to tym razem tylko tam chodziliśmy nawet na śniadania, kawę czy herbatkę. Ogólnie drogo nie jest,  bo za zupkę można już zapłacić tylko  4 złote a za rosołek i inne 5 zł. Za dania treściwe od 10 zł w górę, więc można sobie pozwolić na odrobinę luksusu i nie żałować organizmowi po wędrówkach na dostarczenie kilku kalorii więcej i zjeść smaczny domowy posiłek. Oczywiście restauracja nie ponosi odpowiedzialności za przytycie, ale myślę że dla tych domowych obiadków i ich smaku można sobie pozwolić na troszkę tłuszczyku. I zjadajcie wszystko co macie na talerzu, bo inaczej będziecie za karę obierać grule lub na zmywaku talerze i przypalone gary zmywać :)  I wiecie co? – pierwszy raz zazdroszczę komuś teściowej. Jeśli Rysio tak je co dzień to jest czego zazdrościć. Odwiedzajcie Marzannę i  życzę smacznego.

 

fot. Tomasz Kurpfot. Tomasz Kurp
 

 

Poczekajcie! Nie zamykajcie strony jeszcze. Czuję się w obowiązku Was ostrzec stosując ostrzeżenie, które jest oczywiście w menu Marzanny

Uwaga!!!!!!!

Babcia oraz jej współpracownicy nie ponoszą odpowiedzialności za wszelkie dodatkowe kilogramy jakie nabędą Państwo żywiąc się u nas.

Skargi związane z ewentualnym przybraniem na wadze należy załatwiać telefonicznie.

Opłata za połączenie w w/w sprawie 20 zł za 3 sek połączenia

 

No to smacznego :) :) i dziękuję za uwagę..

Autor tekstu: Tomasz Kurp

fot. Tomasz Kurpfot. Tomasz Kurp

Komentuj

Kategorie: Karczmy i restauracjeOkiem Internauty

Tagi: , , ,